wtorek, 22 stycznia 2013

Rozdział 58 - "Zemsta lasu"

 Wow, dziękuję Wam za komentarze!
Teraz to już naprawdę jest rekord! 21, jestem w niebie!
Przed nami rozdział-odskocznia.
Na pewno nie próbuję Was zniechęcić do Natha, bo go uwielbiam. Po prostu chciałam pokazać, że o uczuciach trzeba rozmawiać, bo duszone w sobie powodują... no, frustrację mówiąc oględnie.
Rozdział dedykuję wszystkim, którzy czytają :*

PS. Wasze dzieła nadrobię w weekend, bo teraz naprawdę nie mam czasu :(
W tym rozdziale skradzione drewno staje się pretekstem do snucia scenariusza horroru przez Toma, który straszy wszystkich.
~*~
Madzia z wściekłości zacisnęła ręce w pięści. Nie wierzyła, że Nath, czy to przez zazdrość, czy z innego powodu tak się zmienił. Najpierw z zimną krwią zabił szczura na oczach wszystkich, a teraz wypominał jej, że ma parcie na sławę.
- Hej, to nie fair! – wrzasnęła, wychodząc z samochodu i trzaskając drzwiami. Ugrzęzła po kostki w błocie i nie mogła się ruszyć.

- Zaczekaj, zaraz ci pomogę! – zobowiązał się i zmienił ton na troskliwy. Mimo iż jasno twierdziła, że pomocy nie potrzebuje, wysiadł ze swojej strony, ominął bajoro i podszedł do niej. – Daj rękę.

- Nie!

- Maggie, nie wygłupiaj się. Daj rękę, pomogę ci.

- Spadaj! – syknęła.

- Chcesz tu stać, aż przyjedzie pomoc? – spytał retorycznie. – Nic z tego, nie będę wracał sam i tłumaczył im, co się stało.

Bez zgody poszkodowanej, Nath złapał ją pod pachy i z całych sił zaczął ciągnąć do tyłu, by ją wyswobodzić. Udało mu się, ale dziewczyna przewróciła się tak niefortunnie, że poleciała w przód i wpadła twarzą w błoto.
Kiedy tylko podniosła głowę, buchnął śmiechem.
- Maseczka błotna, najnowsza kuracja! – oznajmił donośnym głosem. To był stary, dobry Nath, którego polubiła, ale mimo to wkurzył ją tak niemiłosiernie, że wstała o własnych siłach, zrzuciła z siebie zwały breji i ruszyła drogą przed siebie. – To nie w tę stronę! – krzyknął za nią, więc zawróciła.
- I teraz nie będziesz się do mnie odzywać? – spytał po chwili, kiedy wracali drogą w stronę domku.
- Nie.
- Hmmm, to już coś – uśmiechnął się. – Może chociaż przyjmiesz chusteczkę?
Nath wyciągnął rękę z chusteczką, którą przyjęła i zaczęła ścierać z twarzy błoto. Szła szybkim krokiem, bo była mokra, a nie chciała się przeziębić jak Siva. Nic z tego. Kichnęła.
- Na zdrowie! – zachichotał Nath, podając jej drugą chusteczkę, którą również przyjęła. - Daj spokój, Meggs. Przepraszam za moje zachowanie.
- Trochę na to za późno, nie sądzisz? – prychnęła. – Ale nie bój się. Monica wraca jak tylko uporamy się z tą powodzią, a i mnie nie będziesz musiał znosić długo.
Zamilkł, bo nie wiedział, co na to odpowiedzieć. Dalszą drogę do domu przebyli w ciszy. Ona się dąsała, jemu było głupio.
- Jesteście w sam raz na obiad! – ucieszyła się Nareesha, widząc, że o godzinie czternastej jedna dwójka wróciła z wyprawy. – Oj, a tobie co się stało? – spytała, ogarniając wzrokiem Madzię.
- Pójdę wziąć prysznic, Nath wam opowie – oznajmiła Madzia.
- Powodzenia, nie ma ciepłej wody! – zawołał za nią Tom.
- Co?! Jak to?!
- Max potrzebował części do naprawy radia i pogrzebał coś przy elektrycznym boilerze i… Rozjebał go – wyjaśnił w skrócie chłopak, wzruszając ramionami.
Max uśmiechnął się niewinnie.
- Przepraszam. Ugrzejemy wodę w kotle w kominku, jak tylko Monika i Jay wrócą.
- To jeszcze ich nie ma? – spytał zdziwiony Nath.
- No… wróciliście dość szybko – zauważył Tom. – Jak drogi?
- Nieprzejezdne. I samochód przez tego idiotę ugrzązł w błocie jakieś siedem kilometrów stąd, więc… - zaczęła Madzia, a Max poderwał się z miejsca.
- Trzeba go wyciągnąć, bo jeszcze w ogóle nie wrócimy do domu.
- Rozmawiaj z nim. To wszystko jego wina – oświadczyła Madzia, z ulgą przyjmując od Nareeshy chusteczki odświeżające, którymi zmyła błoto z twarzy, szyi i rąk. Resztę jakoś mogła przeżyć, na górze miała bagaż, postanowiła więc się przebrać w czyste ciuchy. Poinformowała ich o tym.
- Tylko nie obudzić Sivy. Dopiero zasnął, biedaczek – poleciła dziewczyna chłopaka.
- Jasne. – Madzia uśmiechnęła się ze zrozumieniem.
Kiedy wyszła, Max trzepnął Natha w potylicę.
- Czyś ty zgłupiał? Myślałem, że takie zadanie mogę ci polecić. Mieliście się pogodzić, a nie pokłócić jeszcze bardziej.
- Cóż, twoje intencje może i były dobre, ale wyszło jak zawsze. – Nath rzucił się na kanapę obok Toma, ucinając dyskusję.
Madzia dołączyła do cichego towarzystwa już po chwili, żeby stwierdzić, że wszyscy mają miny, jakby zobaczyli ducha. Nie miała pojęcia, o czym rozmawiali.
- Co się stało? – spytała.
- Nic, nic. Zaraz nakładam. Poczekamy jeszcze tylko chwilę na… - Nareesha urwała, bo drzwi wejściowe otworzyły się i stanęli w nich Jay i Monika z rękoma pełnymi drew na opał.
- Pomożesz, Max? – spytał chłopak, a jego kumpel poderwał się od radia i ruszył od razu chętny do pomocy.
- Co tak długo? – zaciekawił się Nath, widząc Monikę i przyjaciela niosących w objęciach mnóstwo drewna.
- A spróbuj znaleźć po ulewie suche drwa na opał! – odpowiedziała dziewczyna, rzucając mu zdobycze pod nogi. – Ułóż tam – poleciła.
Ugryzł się w język, żeby nie odpowiedzieć czegoś, co znowu świadczyłoby o złym wychowaniu. Mimo złości i zmęczenia pomógł Jayowi układać drwa. Monika tymczasem skierowała się do łazienki, pokazując ubłoconą dupę.
- Nie ma ciepłej wody – poinformowała Madzia ze śmiechem, pomagając dziewczynie Sivy rozstawiać talerze na stole.
Nareesha znalazła w spiżarce makaron i usmażyła go z serem. Ketchup z TESCO stał się nagle tak bardzo pożądany.
- Jak to? – zdziwiła się Monika.
- Winny! – Max, który właśnie kładł drewno w sztajerku, uniósł ręce. – Trzeba nagrzać.
- Co z wami i tym błotem? – chichotała Nareesha, nakładając makaron na talerze. – To rodzinne?
- Spróbowałabyś wyjść na zewnątrz, to też byś gdzieś ugrzęzła – odpowiedziała z przekąsem Madzia, a na pytające spojrzenie siostry przybliżyła historię o wyprawie z Nathem, oczywiście omijając sprawę kłótni.
- No to świetnie – westchnęła Monika. – Chociaż pójdę się przebrać przed jedzeniem.
Nareesha rzuciła jej chusteczki odświeżające, które bardzo się przydały. Już pięć minut później wszyscy w komplecie siedzieli przy stole. Obudzony Siva opatulił się kocem, reszcie wystarczył tlący się w kominku na nowo rozpalony ogień. Byli tak głodni, że obiad smakował wszystkim. Nie rozmawiali dużo. Max dzielił się z nimi teoriami, w jaki sposób uratuje ich i natrafi na częstotliwość.
- No mam nadzieję. Popsułeś boiler i teraz nie mamy ciepłej wody – oznajmiła Monika, upijając łyk herbaty, która ją rozgrzała po przymusowej ekspedycji.
- Nie marudź, już się grzeje – oświadczył chłopak, wskazując na duży kocioł, który powiesili nad ogniem.
- Prysznica w tym nie wezmę – skrzywiła się tym razem Madzia.
- Wybaczcie, jeśli chcąc uratować wam życie zabrałem wam możliwość wzięcia kąpieli – obruszył się Max.
- W porządku, stary. Doceniamy twoje starania. – Jay poklepał kumpla po ramieniu i atmosfera się rozluźniła.
Pozostawało im tylko czekać do następnego dnia po południu, kiedy to skutki powodzi miały zniknąć. Jay i Monika opowiedzieli, gdzie znaleźli drewno. Tom wyglądał na przerażonego.
- A ty co? Ducha zobaczyłeś? – spytał Jay, machając kumplowi przed oczami dłonią i próbując sprowadzić go na ziemię.
- Wiecie, co to oznacza?
- Co? Że wzięliśmy drewno z szopy w lesie? – spytała Monika, nerwowo się śmiejąc.
- Dokładnie. To oznacza śmierć. Dla nas wszystkich.
- Co on za pierdoły wygaduje? – spytała zdezorientowana Nareesha Sivę, ale ten wzruszył ramionami. Był chory, niewiele kontaktował.
- Zemsta lasu... – wyjaśnił lakonicznie Tom, a kiedy zapytali go, o co chodzi, opowiedział historię o zdeformowanych ludziach kryjących się w lasach w niezamieszkałych rejonach. Są to rodziny wielopokoleniowych kazirodców, którzy są gotowi do wszystkiego, by tylko bronić swojego terytorium i swojej własności.
- Brzmi jak scenariusz horroru – oświadczyła niewzruszona Madzia, zamiatając makaron z talerza.
- A żebyś wiedziała! Tak się składa, że mam go tu na DVD. – Tom wyszedł na chwilę z pomieszczenia, by wrócić z pudełkiem z płytką. Na okładce obleśny mutant próbował ugryźć głowę cycatej blondynie.
- „Zemsta lasu” – przeczytał Jay. – Nie mów mi, że teraz wierzysz, że jakiś mutant przyjdzie zabić mnie i Monikę, bo ukradliśmy mu drwa na opał.
- Może tak. A może nie… - Tom roztaczał aurę tajemniczości.
Wszyscy uśmiechali się pobłażliwie, ale Monika zaczęła się nieco niepokoić.
- Tam rzeczywiście była kłódka… - powiedziała cicho.
- Ale zardzewiała! To do nikogo nie należało już od dawna  - wyjaśnił Jay, starając się zachować głowę na karku.
- Masz rację, nie ma się czego obawiać – westchnęła dziewczyna.
- Więc dacie się namówić, by obejrzeć dziś wieczorem ten film? – spytał Tom spode łba spoglądając na Monikę i Jaya.
- Jasne! – wyrwał się chłopak i spojrzał na swoją towarzyszkę, która przełknęła głośno ślinę, ale przecież musiała trzymać się dzielnie wizerunku żelaznej damy.
- No… pewnie  - oznajmiła z przekonującym uśmiechem numer pięć, który był nieco sztuczny, ale wyłapała to chyba tylko Madzia.
- Dobrze więc. – Tom obniżył głos. – Zagrajmy w pewną grę…
Chłopak widząc, że wszyscy już skończyli jeść, zaczął w tempie błyskawicznym zbierać talerze, które wstawił do zlewu, zaraz potem sprzątnął też kubki.
- Wow. Że też nic nie pomagał przy obiedzie – roześmiała się Nareesha, a on rzucił jej mordercze spojrzenie.
- Co to za gra? Chciałem przejść się i spróbować wyciągnąć samochód z błota – wtrącił się Max, przecierając zmęczone oczy dłońmi.
- To zajmie tylko chwilę. Gra nazywa się… „W jakiej kolejności byśmy ginęli, gdyby się okazało, że przez Monikę i Jaya poluje na nas zdeformowana rodzina kanibali” – wydusił Tom jednym tchem.
- Nazwa wymaga dopracowania – zauważył Jay. – Ale doceniam, że zawarłeś tam nasze imiona. Czy to oznacza, że my zginęlibyśmy pierwsi?
- Oczywiście, że nie! – uniosła się Monika. – To wszystko przez nas, przeżylibyśmy najdłużej, by borykać się z wyrzutami sumienia i patrzeć na śmierć przyjaciół!
- Słuszna uwaga. Widzę, że niektórzy już rozumieją grę, piąteczka! – Tom uniósł łapkę w górę i Monika, nieco zbita z tropu, mu przybiła. Wreszcie czuła się częścią drużyny i bawiła się naprawdę dobrze. Akurat teraz, gdy miała wracać do domu. – Po kolei. Kto waszym zdaniem zginąłby jako pierwszy?
Zapanowała chwila ciszy, po której wszyscy zgodnie odezwali się.
- Siva!
Chory chłopak zakasłał.
- Dlaczego ja?
- Jesteś taki spokojny i grzeczny… łatwy cel – podłapała Madzia.
- I do tego chory – dodała Nareesha.
- Ty też przeciwko mnie? – zdziwił się Seev.
- Przykro mi, kochanie. Takie są realia.
- Podsumujmy więc – odchrząknął Tom. – Mutanty wkradają się do domku tylnym wejściem i zabijają Sivę we śnie, a my o niczym nie wiemy i dalej bawimy się w najlepsze…
- Teraz na pewno nie wracam sam na górę – oświadczył Siva.
- A ja idę zamknąć tylne wejście – zobowiązał się Max i odszedł od stołu.
- Max zginie jako drugi, bo jest tatą zespołu, o wszystkich się martwi i wszystko musi sprawdzać. To go doprowadzi do zguby – zaproponował Nath.
- Dobre! – Tom klasnął w ręce. - Teraz mamy dwa warianty. Siva ginie pierwszy, a sprawdzający sytuację Max drugi albo… Siva i Nareesha zostają posiekani na kawałki podczas uprawiania seksu!
- Tom! – warknęła zawstydzona dziewczyna.
- Przepraszam. Uprawiania miłości – poprawił się.
- Głosuję za drugim wariantem. Nie można ich rozdzielać – zaproponował Max, który właśnie wrócił.
- A zamknąłeś drzwi? – spytała Monika, żeby się upewnić.
- Jeszcze później zabezpieczymy okna.
- Och, to super.
- Ale ja żartowałem…
Dziewczyna się nieco zmieszała, ale żeby nie dać poznać, że się trochę boi, kontynuowała.
- No to Max ginie po Sivie i Nareeshy.
- Ja? A dlaczego?
- Na pewno kazałbyś nam zaczekać tutaj i się nie ruszać, a sam poszedłbyś sprawdzić, co się dzieje. I oberwałbyś w plecy – snuł opowieść Nath. – Potem okazałoby się, że żyjesz i uratowałbyś kogoś z nas, żeby zostać ostatecznie dobitym.
- Podoba mi się! – podłapał Tom. - Nasuwa się kolejne pytanie… Kogo uratuje Max?
- Czyli nie mam nic do gadania i ginę jako trzeci, tak? – spytał zrezygnowany Łysy.
- Yhm.
- No to wybieram, że uratuję Maggie.
- Dzięki, Max. Ale ja bym się stąd nie ruszyła. To Monia poszłaby węszyć, bo to ciekawskie jajo – zachichotała nastolatka.
- W porządku. Monika zaniepokojona faktem, że Max długo nie wraca, idzie go szukać i prawie ginie, ale on ją ratuje i zostaje jednocześnie zamordowany ciosem z siekiery między oczy! – Tom dał się ponieść emocjom.
- Au. Zabolało – posmutniał Max, ale tylko na chwilę. – Kto następny do ostrzału?
- Tom – odpowiedział bez namysłu Nath. – Tacy pewniacy giną w pierwszej połowie filmu i to w bardzo głupi sposób. Obraziłbyś się na nas, poszedłbyś się kąpać do jeziora i zobaczyłbyś piękną dziewczynę, płynącą w twoim kierunku. Z bliska okazałoby się, że to mutanta, która cię utopi. – Nath wzruszył ramionami, a Tom zaklaskał.
- Dlaczego ty jeszcze nie piszesz scenariuszy do horrorów? Jesteś moim guru!
Wszyscy roześmiali się, że Tom tak łatwo przyjął swoją śmierć. Dyskusja trwała dalej.
- Myślę, że czas rozdzielić bohaterów – zastanowił się Tom. – Część domu staje w pożarze i… - spojrzał po wszystkich obecnych, by zatrzymać wzrok na Monice. – Brukselka zostaje odcięta od reszty!
- A dlaczego akurat ja?
- No nie wiem… Poszłaś do łazienki… - Tom nie wysilał się na sensowne wyjaśnienia, ale i tak wychodził im z tego niezły horror.
- Nie sądzę, bym w takiej chwili szła do łazienki.
- No dobra, niech ci będzie. Poszłaś po latarkę, lepiej? – westchnął ciężko Tom.
- Może być. I zostałam porąbana na kawałki? – spytała niepewnie dziewczyna, a bajarz pokręcił głową.
- Nie. Mutanty skupiły się na tych uciekających owieczkach. – Wskazał na Jaya, Natha i Madzię. – Bo to łatwiejszy łup.
- I smaczniejszy – stwierdziła z dumą nastolatka i się roześmiali.
- Biegniecie schodami na górę…. – kontynuował Tom. - Jay zostaje, by gaśnicą gasić pożar i uratować Monikę, ale… łapią go mutanty.
- O nie! – wyrwało się Madzi, szybko więc ugryzła się w język.
- Ty z Nathem wracacie po niego. Widzicie, jak się szamocze z dwoma osiłkami. Jay bohatersko krzyczy „uciekajcie”. Maggie chce mu pomóc, ale Nath ją odciąga…
- Raczej bym pomógł kumplowi – zauważył najmłodszy członek zespołu.
- W twoich snach, księżniczko. Z takimi wątłymi rączkami, to co najwyżej mogłeś zrobić mutantom manikiur – zaśmiał się Tom, a reszta mu zawtórowała.
- Tak więc ginę śmiercią bohaterską? – spytał Jay, wracając do rozmowy. – Super.
- Nie, nie. Ty nie giniesz tak od razu.
- O nie, znowu się zaczyna – westchnął chłopak.
- Mutanty są odcięte przez ogień i nie mogą gonić reszty, więc postanawiają zabawić się tobą. W sekcje zwłok na żywym człowieku… - Tom uśmiechnął się tak upiornie, że Jayowi zjeżył się włos na plecach.
- Musisz mnie nie lubić.
- Właśnie, że cię lubię, dlatego dostajesz tak ciekawą rolę!
- Może teraz Monika się jakoś wydostaje i ratuje Jaya? – spytała Nareesha, chcąc wrócić do rozmowy. Widziała, że Siva przysypia na siedząco i zaczynało się jej nudzić.
- Dobry pomysł! – Tom klasnął w dłonie. – Brukselce… Monice… udaje się wyłamać drzwi, którymi robi sobie kładkę przez ogień i przedostaje się do pomieszczenia, w którym mutanty przywiązały Jaya.
- Do stołu! – dodał Max.
- Do stołu! – powtórzył Tom. – Obaj gdzieś odeszli, bo ja wiem…
- Po przyprawy? – zaproponowała Madzia, a Tom uśmiechnął się delikatnie.
- Niech będzie po przyprawy. No i zapłakana dziewczyna próbuje go odwiązać. Jego ciało ma na sobie rany. On prosi, by uciekała, ale ona nie chce go zostawić.
- Całkiem romantyczne – zauważyła Monika.
- Proszę cię, romantyczne? Koleś się wykrwawia, bo dwóch mutantów chce go zjeść na kolację – prychnął Nath, a widząc mordercze spojrzenie Toma, uniósł ręce w geście poddania.
- W każdym razie… - kontynuował pomysłodawca zabawy. - … Monice udaje się wyswobodzić Jaya i holować go, bo jest ranny, ale kiedy chcą wyjść z domku, zostają zauważeni przez mutantkę, która utopiła mnie… Jest mokra i przerażająca niczym dziewczynka z Ringa!
- Brrr… - Nareeshę przebiegł dreszcz i kichnęła. – Cholercia, chyba Siva mnie zaraził.
- Zaraz pójdziecie się położyć, już kończymy – obiecał Tom. – Co dalej?
- Dziewczyna zabija najpierw Jaya, dusząc go swoimi włosami… - zaproponował Max.
- Co ty masz sześć lat? – prychnął Tom. – Dopada ich od tyłu, kiedy chcą biec w stronę samochodu. Wbija swój paznokieć Jayowi w tył głowy, przebijając go na wylot. Krew tryska na Monikę, która jest przerażona.
- Co dalej? – zaciekawił się Nath, który po raz pierwszy stwierdził, że zabawa jest spoko. – Może coś do niej powie?
- Tak! Powie… Przepraszam! – Tom po raz kolejny klasnął w dłonie.
- Ale za co? – Zmarszczył brwi Jay.
- No dobra, to nie miało sensu – przyznał Tom, poprawiając włosy. – Mówi… „przeżyj”.
- Proste, ale efektowne – przyznała Madzia.
- Proponuję zakończyć opowieść w tym momencie, zanim ktoś jeszcze ucierpi – wtrąciła Monika.
- Chciałabyś! – prychnął Tom. – Ty chowasz się w samochodzie, który wcześniej przyholowali tu Max i Jay. Chcesz odjeżdżać, ale przypominasz sobie, że twoja siostra i Nath nadal mogą żyć…
- Oni by się pozabijali – zauważył Max.
- Ale się nie zabili! – warknął Tom. – Ukryli się w sypialni na górze i przez okno zeszli na tył domu, by również dobiec do auta. Przestraszycie Monikę, która będzie myślała, że to mutanty. Ale to wy, więc… Eee… Zabrakło mi pomysłów.
- Nagle zakrwawione ciało rzuca im się na maskę! – przejął opowieść Max.
- Dobre! Kto to?
- Ja! – Max wyszczerzył zęby.
- Przecież dostałeś siekierą w twarz, bądźmy realistami! – Madzia wywróciła teatralnie oczami, a Max się naburmuszył.
- Ja myślę, że to Jay i wysiadam z samochodu, kiedy okazuje się, że jest to jeden z mutantów – zaproponowała Monika.
- Dzięki. Aż tak przypominam ci mutanta? – zapytał chłopak.
- Myślałam, że będzie ci miło, że ryzykuję, by cię uratować, ale jak sobie chcesz… - westchnęła dziewczyna.
- Nie, no dzięki – zaśmiał się Jay. – I przez to zostajesz zabita… nożem w serce.
- Infantylne, ale przyjmuję – namyślił się Tom. – Taka metafora… nie ufaj nikomu z krwią na twarzy, bo może to być cios w serce. Dobre.
- No i Maggie i Nath odjechali pospiesznie. To znaczy… on prowadził bardzo wolno, a ona płakała po siostrze i reszcie, ale udało im się dojechać do drogi – zakończył opowieść Jay.
- Bo on skręci tam, gdzie ja mu powiem i się uratujemy! – przyklasnęła na koniec Madzia i wszyscy pogratulowali sobie wspaniałego horroru.
Po skończonej zabawie zaparzyli herbatę. Nareesha ją wypiła i poszła z Sivą spać. Max z Jayem przeszli się przyholować samochód, który przez Natha utknął w bajorze. Chłopcy napalili bardziej w kominku, żeby rozgrzać cały domek. Do wieczora rozmawiali, potem włączyli straszny horror, który oglądali z podkulonymi nogami. Monika i Madzia żałowały, że nie mają się do kogo przytulić. Początkowo ściskały siebie, ale po przerwie, którą sobie urządzili, ściskały Toma, który usiadł po środku nich.
- Zabiję cię, że nam kazałeś to oglądać – oświadczyła Monika, kiedy przed napisami końcowymi na ekranie rozbłysła obleśna morda mutanta. – Nie będę mogła spać!
- Wybacz, zapierałaś się, że lubisz horrory.
- Bo lubię. Ale nie będąc odcięta od świata na wielkiej pipidówce!
- Dobra, dobra. Będę dziś spał z wami i was obronię – zobowiązał się Tom, a Max odchrząknął i wziął go na stronę.
- Dla dobra twojego związku z Kelsey proponuję, by to Jay spał z dziewczynami.
- A po co ktoś ma z nami spać? – spytała Madzia, marszcząc brwi. Właśnie podeszła do nich, by zapytać, czy znaleźli coś jeszcze w spiżarni, bo nieco zgłodniała.
- Bo twoja siostra się boi! – odpowiedział Max, wskazując na Monikę, która kręciła się jak smród po gaciach i obgryzała paznokcie ze zdenerwowania.
- Dobra, słuchajcie wszyscy! – zaklaskał Max, żeby zwrócić uwagę wszystkich. – Jest za mało miejsc do spania, Nath kimnie się więc na kanapie, a Jay będzie spał z dziewczynami na górze.
- Dlaczego ja mam spać na kanapie, a on z nimi? – obruszył się Nath.
- Możecie się zamienić. – Max wzruszył ramionami.
Nath spojrzał na przyjaciela, który był na niego naburmuszony. Zdecydował się więc odstąpić mu łóżko, bo wiedział już, że kanapa jest równie wygodna.
- Nie macie nic przeciwko, że kimnę się na podłodze u was? – zapytał Jay, spoglądając na dziewczyny.
- Na podłodze? – spytała zszokowana Monika. – Na podłodze to możesz równie dobrze spać tu pod kominkiem!
- Masz rację – przyznał i chciał się oddalić, ale złapała go za ramię.
- Daj spokój, nie o to mi chodziło. To nasze łóżko na górze jest ogromne, właśnie o to chodziło Maxowi.
- Nie o to ci chodziło, nie? – spytał Tom Maxa szeptem, a ten pokręcił głową przecząco.
- Właśnie o to mi chodziło! – przyznał Max, obejmując Madzię ramieniem.
- Tutaj nie ma dywanika, trzeba by przesunąć ten z jadalni, a to sporo roboty. Zresztą, ty nie możesz spać tutaj, bo od razu cię mutant dopadnie – zaśmiał się Tom.
Wszystko było postanowione. Perspektywa spania we trójkę wydawała się dziewczynom dość dziwaczna, ale już o północy, kiedy Madzia zasypiała, zdała sobie sprawę, jaki to był dobry pomysł mieć tu Jaya ze sobą. Na dole bowiem rozległo się chrobotanie.
- Spokojnie, Meggs. To na pewno ten szczurek wrócił – uspokoił ją Jay, który leżał po prawej stronie łóżka, od drzwi.
Nastolatka nakryła się kołdrą pod samą brodę. Leżała w środku, a jej siostra zajmowała kawałek przy oknie.
- To nie szczur – odezwała się po chwili ciszy, zagłuszonej przez hałasy na dole.
- Skąd wiesz? – spytał szeptem chłopak.
- Nath go zabił – wyrwało się dziewczynie.
- To tego mi nie powiedzieliście, tak? – spytał cicho, a ona pokiwała głową, choć nie była pewna, czy w ciemności dostrzeże tę odpowiedź. – Nie bój się, na pewno Nath wstał, by zrobić sobie coś do picia.
Madzię to znacznie uspokoiło i ułożyła się wygodniej, by zasnąć. Nie zastanawiała się, czy Monika już śpi, czy nie. Nie chciała z nią rozmawiać, bo taka potrójna konwersacja w łóżku o północy byłaby bardzo dziwna. W końcu nastolatce udało się zasnąć, bo hałasy ustały.
Monika natomiast miała problemy z zaśnięciem. Najpierw przebudził ją hałas na dole, potem bezsensowna dyskusja jej siostry i Jaya. Później nie mogła zmrużyć oczu, bo zdała sobie sprawę, na jaką dziwną sytuację przystały bez mrugnięcia okiem, zapraszając chłopaka do łóżka. Kiedy wreszcie wydawało się jej, że zagłębi się w objęcia Morfeusza, została brutalnie zepchnięta przez siostrę na ziemię. Madzia właśnie zmieniała pozycję i tradycyjnie chciała zająć więcej miejsca w łóżku niż było jej to przeznaczone. Instynktownie też wybrała pchanie się na siostrę zamiast na Jaya.
- Cholera! – zaklęła po cichu Monika, podnosząc się z ziemi, poprzez oparcie łokci na łóżko. Stęknęła z bólu i stanęła na nogi, by stwierdzić, że Madzia leży teraz na jej cząstce obszernego łóżka.
Próbowała ją posunąć, ale się nie dało. Kilka razy szturchała ją palcami, ale sen siostry był zbyt twardy.
- Psst! Jay! Psst! – próbowała obudzić chłopaka, również dotykając go jednym palcem, jakby całą ręką się brzydziła. W końcu przewrócił się na drugi bok, zostawiając po swojej stronie łóżka pasek szerokości pięćdziesięciu centymetrów, na który Monika wepchnęła się zanim odwrócił się z powrotem.
To była naprawdę dziwna noc. W tej pozycji od strony drzwi i na tak niewielkiej powierzchni w ogóle ciężko jej było zasnąć. Chciała zmienić bok, bo zaczynał ją boleć bark, ale na karku czuła oddech chłopaka, a nie chciała z nim leżeć twarzą w twarz, więc stwierdziła, że się przemęczy. Kilka razy unosiła głowę, by sprawdzić, czy Madzia się nie przesunęła, ale ta leżała spokojnie i słodziutko na ukos, zajmując największą część łóżka. Przynajmniej jej było wygodnie. Hałasy na dole ustały, więc cokolwiek robił Nath lub też ktoś z rodziny mutantów, odłożył to na później lub skończył. W końcu Monice udało się zasnąć i choć nie była pewna, która była to godzina, podejrzewała, że mogło być około drugiej.
Przebudziła się dość wyspana, choć nieco połamana i przygnieciona ręką Jaya, który wzorem Madzi leżał na brzuchu z witką wyciągniętą niebezpiecznie w jej stronę.
- Mówię ci, daj im jeszcze trochę pospać – rozległ się głos Nareeshy po drugiej stronie drzwi.
- Kiedy już dziesiąta i jestem głodny! – odpowiadał zirytowany Tom.
- A kto ci broni jeść sucharki?
- Nie lubię jeść w samotności – obruszył się.
- Od kiedy? – parsknął śmiechem Nath.
- Po prostu chcę już, żeby wstali.
- Powiedz, że po prostu zżera cię ciekawość, co oni tam robią – zachichotał Siva, przerywając, by na chwilę zakasłać.
- Nie. Chcę im powiedzieć, że Max z pomocą Maggie złapali łączność i że w radiu podali, że poziom wód i wilgotność powietrza się obniżają i… - tłumaczył kompanom podsłuchującym pod drzwiami Tom, ale Monika przestała słuchać.
Ziewnęła i spróbowała wyślizgnąć się spod ręki Jaya, co wyszło jej dość sprawnie. Spojrzała na drugą stronę łóżka, w której nie zastała Madzi. Nastolatka musiała już być na nogach, co wyjaśniałoby słowa Toma. No tak, leżeli ściśnięci na jednej cząstce łóżka, podczas gdy reszta pozostawała pusta. Dziewczyna podeszła do torby, na której poprzedniego dnia ułożyła sobie ciuchy. Zebrała je w zgrabną kupeczkę i po cichu wyślizgnęła się z pomieszczenia, żeby nie obudzić Jaya.
- Dzień dobry – powiedziała cicho, a gromadzący się przed jej drzwiami tłumek nagle umilkł. Nie było tu tylko jej siostry i Maxa.
- Eee… Dzień dobry – odpowiadali po kolei nieco zmieszani.
- Pójdę do łazienki – poinformowała, choć w sumie nie leżało to w jej obowiązku.
Nie rozmawiali już o niczym, tylko przenieśli się na dół.
- I co, wstali? – spytała Madzia, odrywając się od zabawnej kłótni z Maxem, któremu wypominała, że sama naprawiła radioodbiornik.
- Połowa z nich – odpowiedział zrezygnowany Tom, siadając obok dziewczyny i podbierając twarz dłonią. – Umrzemy tu z głodu.
- Nie marudź, mamy łączność! – zauważył Max.
- Rychło w czas. Teraz pomocy nie potrzebujemy, bo drogi są już pewnie przejezdne – wtrącił Nath.
- Dziękuję! Chociaż ktoś mnie popiera! – ucieszył się Tom.
- Przynajmniej Max miał coś do roboty – zaśmiał się Siva.
- Wybacz, że chciałem was ratować zamiast sobie leżeć w cieplutkim łóżeczku.
- Cieplutkim? – prychnęła Nareesha. – Nie było cię tam. Zmarzłam jak nigdy.
- Trochę dziwne byłoby, gdyby tam był – wtrąciła Madzia i wszyscy się roześmiali.
Monika szybko do nich dołączyła, a zirytowany Tom na zezwolenie Nareeshy mógł wreszcie obudzić Jaya, który również okazał się być już gotowy. Zjedli śniadanie w postaci sucharów z resztką dżemu i wzięli się za sprzątanie.
Madzia oddaliła się od towarzystwa, żeby pogrzebać w swoim telefonie i natrafiła na wiadomość od Liama, w którą wgapiała się od dobrych dwóch minut, gdy dołączył do niej Tom.
- Też uciekasz przed sprzątaniem? – zagadnął chłopak, siadając na schodach tuż obok.
- Nie uciekam. Po prostu chciałam pomyśleć – wyjaśniła.
- Eee… Jasne, ja też. Jakby co.
Wyszczerzył do niej zęby. Był tu dla niej najbliższą osobą, zawsze mogła na niego liczyć i pomijając jedną kłótnię i sprawę z jej siostrą, która była już rozwiązana, zawsze się dogadywali.
- Nad czym tak zaciekle myślisz, jeśli mogę zapytać? Nad zmianą obudowy telefonu? – zachichotał.
- Nie. Dostałam wiadomość i zastanawiam się, czy ją odczytać – zwierzyła mu się.
- Niech zgadnę. Od Payne’a?
- Yhm, aż tak oczywiste?
- Aż tak, a nawet bardziej.
- No cóż, to już takie moje Nemezis. – Wzruszyła ramionami. – Jakieś rady?
- Ja bym usunął bez czytania, ale widzę, że bardzo cię to gnębi, więc… Do dzieła. Nie musisz mu odpisywać, to tylko głupi sms.
- Głupi sms… - powtórzyła zamyślona. – Wiesz, co? Masz rację. Co on mi tu jeszcze mógł napisać, czego mi nie pisał? Że mu zależy? Że mnie lubi bardziej niż koleżankę? Że nie może zapomnieć o pocałunku? Phi, co to dla mnie! To wszystko już było! – zaśmiała się nerwowo i kliknęła opcję „otwórz”. Na ekranie służbowego telefonu rozlała się wiadomość. – Ty przeczytaj! – poleciła chłopakowi, który odchrząknął.
- „Wybacz, że tak cię nagabywałem. Rozumiem, co znaczy słowo NIE. Dam ci spokój. Wszystkiego najlepszego i powodzenia. Liam.”  - Mina mu spoważniała, kiedy skończył.
- To wszystko? – zdziwiła się Madzia.
- Tak. Zero buziaków, pozdrowień, wyznań miłosnych i innych tego typu pierdół.
- Jak to? – Zmarszczyła brwi i samodzielnie prześledziła treść wiadomości.
- Psychologiem nie jestem, ale wydaje mi się, że to cię zasmuciło… - zauważył Tom, spoglądając na nią spode łba. Obruszyła się.
- Co?! Mnie? Zasmuciło? No coś ty… Proszę cię, Tom. Nie bądź śmieszny! Niby dlaczego miałoby mnie to zasmucić? Albo zdenerwować? Przecież tego chciałam. Spokoju. No i wreszcie go dostanę. Nie będzie mnie nagabywał i w ogóle. I całe szczęście, że nie pisze nic o pocałunku w sylwestra. Bo to by było… Wiesz, niezręczne. A jeszcze Nath nas widział i w ogóle… Tak będzie lepiej – wymieniała Madzia, a Tom patrzył na nią z rozdziawionymi szeroko oczami.
- Wydaje mi się jednak, że to reakcja wyparcia. Za dużo się tłumaczysz.
Pokręciła głową, ale sama przed sobą musiała przyznać, że miał rację. Powinna bardziej panować nad emocjami, bo była otwartą księgą do przeczytania.
- Słuchaj, nie wiem, co się dzieje między tobą i Nathem, między tobą i Liamem, i między tobą i Stylesem, i między tobą a… bo ja wiem, w sumie znasz wszystkie boysbandy świata, ale mniejsza o to! Mam na myśli, że powinnaś przemyśleć sobie, czego TY chcesz. – Chłopak urwał i dźgnął ją palcem wskazującym. – Nie myśl o nich, pomyśl o tym, co ci w duszy gra. Liczysz się tylko ty.
- Dzięki, Tom. To naprawdę piękna rada. – Madzia uśmiechnęła się szeroko, a on uszczypnął ją w policzek i poczochrał jej włosy.
- Czuję się jak Arystoteles – wypiął dumnie pierś.
- No i wracamy do przypałowego kozactwa – roześmiała się. – Ale i tak cię lubię, więc spokojnie!
- To może wrócimy razem do nich i poudajemy, że sprzątamy? – spytał, podnosząc się ze schodów i podając jej rękę, by wstała razem z nim. – Nie powiem nikomu, że oszukałaś z tym zasięgiem.
- CO?! – spytała przestraszona, a on machnął ręką.
- Spokojnie, Meggs. Nie powiem.
- Ale… skąd wiesz?
- Widziałem, kiedy przyszedł sms. Już tu byliśmy, więc… wnioski nasunęły się same. Nie jestem idiotą, wiesz?
- Nigdy tak nie twierdziłam – przyznała szczerze i odetchnąwszy z ulgą, kiedy zapewnił ją, że nikomu nie zdradzi, ruszyli w stronę salonu, gdzie reszta sprzątała.
Był świetnym kumplem. Widział, że nie chce mu się tłumaczyć i o nic nie pytał. Jak gdyby nigdy nic wmieszali się w tłum, z którego każdy coś robił. Jay sprzątał przy kominku, Max sprzątał części rozwalonego radia, Nareesha w kuchni, Siva ścielił łóżka na górze, Monika odkurzała. Madzia z Tomem nie wiedzieli za co się zabrać, ale ostatecznie ona zaczęła pomagać Nareeshy, a on Jayowi.
Chłopacy spojrzeli zdziwieniu na Monikę, która odkurzyła już wszystko na dole i zamyślona zajmowała się dość dziwaczną czynnością.
- Zdajesz sobie sprawę, że ty odkurzasz… odkurzacz? – spytał Jay, śmiejąc się razem z Tomem i Maxem, którzy byli świadkami tej scenki.
- No… co, był zakurzony! – usprawiedliwiła się nieco zbita z tropu.
Zawstydzona wyłączyła go z prądu i podreptała na górę, by tam też poodkurzać. Max w tym czasie poszedł wynieść śmieci. Kiedy wrócił, nie wyglądał na zadowolonego.
- Samochód wygląda okropnie i Big Kev może nas za to zabić. Proponuję wstąpić do myjni, kiedy będziemy odwozić Monicę na lotnisko.
- A skąd wiesz, że w ogóle uda nam się stąd wyjechać? – spytała Siva, który właśnie do nich dołączył.
- Nie słuchasz radia od rana? Drogi są już przejezdne! – warknął Tom, uderzając kolegę w potylicę.
- Czyli tu nie zginiemy? – dopytywał się Siva.
- Nie – zaśmiała się Nareesha.
- Uff, to dobrze. Trochę zaczyna nam odbijać. Monica na górze odkurza odkurzacz – poinformował.
- Tam też?! – spytała zszokowana Madzia, po czym wszyscy zaczęli się śmiać.
Jeszcze przed porą obiadową ogarnęli dom do końca, spakowali rzeczy i wbili się do zabłoconego auta. Max prowadził samochód i skręcił w dobrą drogę. Madzia oczywiście musiała zwrócić Nathowi uwagę w stylu „a nie mówiłam”. Poza tym atmosfera była bardzo przyjazna. Monika siedziała z przodu nieco zamyślona i odizolowana od reszty, ale ogólnie pobyt w domku można było zaliczyć do udanych.
- Jeszcze kiedyś tu przyjedziemy, co? – spytał Max swoich „podopiecznych”, odwracając się do tyłu.
- Chyba żartujesz! Żeby nas rodzina mutantów dopadła? – oburzył się Tom. – To że raz się udało, nie znaczy, że zawsze będzie się udawać.
- Ciebie co najwyżej może dopaść mały pajączek – prychnęła Madzia i wszyscy zaczęli się śmiać.
- Wybacz, ale ty szczękałaś zębami przed małą myszką – bronił się Tom.
- To jest dziewczyna, cwaniaku. No i to był szczur – słusznie zauważył Jay. – Którego zabił ten okrutny morderca. – Jay rzucił karcące spojrzenie przyjacielowi.
- Kto mnie zdradził?! – spytał poruszony nastolatek, ale nikt nie chciał się przyznać, spuścił więc głowę z lekkim wstydem.
- Za chwilę będzie myjnia, więc proponuję zabawić tu pół godzinki – powiedział Max, przerywając dyskusję na ten temat.
- Jeść! – zawołał Tom, a Siva mu zawtórował.
- Nie, nie. Najpierw obowiązki, potem przyjemności – postanowiła Nareesha i kazała chłopakowi wieźć wszystkich do myjni.
~*~

16 komentarzy:

  1. Z takimi świetnymi rozdzialami spokojnie doczekam się one direction. I chyba chce żeby monia była z Tomem jest szansa xd ? Dodaj szybko!

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wiem kiedy masz czas zeby dodawac tak szybko rozdzialy. Ciesze sie, ze pomiedzy Jayem a Monika zaczyna sie cos dziac, byliby swietna para:)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na stereo-soldier.blogspot.com pojawił się nowy rozdział:) zapraszam!

      Usuń
  3. Rozdzial swietny!!
    Czekam na nexta!!
    Pisz szybko!!
    Alex <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Wow!Jaką Ty masz gigantyczną wyobraźnię!
    Z kolei czytając ten rozdział,moja wyobraźnia nie próżnowała,nie ma co:)
    Opis tego jak każdy z towarzystwa ma zginąć z winny mutantów,tak mnie wciągnął,że ani się nie obejrzałam a już był koniec rozdziału:)
    Oczywiście jak zwykle się śmiałam na co moja mama,już kolejny raz, podeszła do mnie z zapytaniem co ja takiego czytam,że cały czas się śmieje.Odpowiedziałam jej zgodnie z prawdą,że czytam książkę,zajebistą książkę:)
    Twoje opowiadanie powinno zostać scenariuszem do serialu komediowego i to bez mrugnięcia okiem;)
    Cieszę się,że pomimo braku czasu,dodajesz rozdziały i czekam już oczywiście na kolejny:)
    E.

    OdpowiedzUsuń
  5. Pamiętam jak pierwszy rozdział dodałaś na blogu kotka.pl. Od tego pierwszego rozdziału jestem z Tobą i dalej nie mogę się odciągnąć od tego opowiadania. Czekałam na kolejny rozdział nawet wtedy, gdy miałaś tą długą przerwę. Cieszę się, że dalej jestem :D Uwielbiam to opowiadanie. Rozdział oczywiście przecudowny. Z niecierpliwością czekam na wątki Jay'a z Monicą :) Mam nadzieję, że będą razem. Ale też mam nadzieję, że nie tak od razu ;) Fragment z tą ''grą'' wezbrał moje przerażenie :D Jesteś dobra co di komedii jak i co do horrorów. Świetny scenariusz śmierci szóstki z nich. Czekam na następny, który mam nadzieję pojawi się jak najszybciej. Wciąż ta sama Karolina :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poprawka! Wciąż ta sama, Karolina :)
      Przecinek mi umknął.

      Usuń
    2. Wow i założyłam też dzięki Tobie ten oto profil :) Więc od teraz będę pisać komentarze z tego oto konta. I sory, że tak zaśmiecam Ci w komentarzach, ale wiesz, że Cię uwielbiam i mi wybaczysz :) Nie mogę też przestać się ekscytować nadchodzącym romansem Jay'a i Moniki :D

      Usuń
  6. Świetny rozdział, jak każdy zresztą <3
    Twoje opo. jest niesamowite ;**
    Zaczęłam je czytać gdzieś tak od 15 rozdziału i byłam mile zaskoczona tym co piszesz. Jestem wielką fanką The Wanted, ale nie przeszkadza mi to,że występują tu również 1D. Przynajmniej coś się dzieję.
    Cóż mogę więcej powiedzieć...weny życzę i do następnego. szybko pisz nexta <3
    Aha i na koniec chciałabym straszne przeprosić, ze jeszcze ani razu nie skomentował Twojego dzieła *_* Obiecuje poprawe :D
    Trzymaj się Kochana <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak zwykle napiszę tutaj,że rozdział jest świetny,nie jestem dziś zbyt kreatywna jeśli chodzi o komentarze ;)
    Musiałaś pisać rozdziały sporo przed założeniem bloga,bo żeby aż tyle? Broń cię panie Boże ^^
    Czekam na cd,natchnienia kochana ;****

    OdpowiedzUsuń
  8. Hej, tu Boo Bear :) (nie mogę sobie przypomnieć hasła, więc znów jako anonim :D )
    Uśmiałam się do łez. Nath zachował się jak cham twierdząc, że Madzia leci tylko na sławnych gwiazdorów, żeby trafiać na pierwsze strony gazet. Wiem, że naprawdę tak nie myślał, ale to nie zmienia faktu, że nie było to miłe. No i dodatkowo zabił 'biednego szczurka', a to już karygodne, przynajmniej w opinii Jaya :)
    Gra mnie rozwaliła :D 'Gra nazywa się… „W jakiej kolejności byśmy ginęli, gdyby się okazało, że przez Monikę i Jaya poluje na nas zdeformowana rodzina kanibali”' wyobraziłam sobie Toma, który ekscytuje się swoim pomysłem, idealnie wykreowałaś tutaj jego postać.
    No i mam nadzieję, że jeszcze kiedyś wrócą do tego domku nad jeziorem, tyle wspomnień i w ogóle... :) Szkoda, że Monia musi wracać, ale coś czuję, że jeszcze namiesza przed wyjazdem, znając ją :D Ach ta Brukselka...
    PS. w sondzie zagłosowałam, że Monika powinna być z Jayem, ale może jeszcze zmienię zdanie :) czekam na new!

    OdpowiedzUsuń
  9. Kocham to opowiadanie ale to juz wiesz. chciala napisac ten rozdzial byl taki inny zabawny a zarazem pokazal jak zgrana paczka zaczynaja byc chlopcy i dziewczyny bardzo mi sie podobal. Ale maja kilka pytan do autorki i mam nadzieje ze mi na nie odpowie chodzi mi oto ze czytalam spoilery i martwi mnie to ze madzia zblizy sie liama a odali od natha. Dlatego chce wiedziec czy jest szansa na jakies romantyczne sceny miedzy ta dwojka czy nie? jest to dla mnie wazne bo jesli naczytam sie o kolejnych pocalunkach liama i maggie bede zawiedziona nie chce zrezygnowac z cztania ale chce miec nadzieje. I jak dlugo bede musiala czekac na takie sceny? Czy jestes w stanie okreslic ile odcinkow chcialabys napisac to znaczy pytam z ciekawosci czy znowu nie bede miala sie kiedy uczyc i no i w koncu kiedys wszytko sie konczy?
    Pozdrawiam
    Marta

    OdpowiedzUsuń
  10. ciekawe :)

    zapraszam na konkurs do siebie :)
    Obserwuję

    OdpowiedzUsuń
  11. Heej ;)
    Masz świetnego bloga! I właśnie dlatego nominuję Cię do Liebster Award ! ♥
    Szczegóły u mnie : http://the-promise-of-forever.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  12. przepraszam że nie skomentowałam
    ale nie wyświetlił mi tego rozdziału
    " Maseczka błotna, najnowsza kuracja" hah nath ma rację
    biedna madzia, jakie piękne prezento-chusteczki przyjmowała od Sykesa haha. Lepszy makaron z serem i ketchupem z tesco niż nic
    wspanialy odcinek
    czekam na kolejny=D

    OdpowiedzUsuń