poniedziałek, 11 lutego 2013

Rozdział 72 - "Azyl"

Dziękuję Wam za wszystkie komentarze!
Cieszę się, że rozbawił Was poprzedni rozdział, ten dla odmiany będzie nudny.


W tym rozdziale Max ma zadanie dla Moniki, a Madzia spotyka się z Harrym.
Siostry dziwnie czuły się, kiedy Danny Jones poinformował je, że mogą zostać w mieszkaniu, jak długo mają na to ochotę. Chciał przysłać majstra, żeby ten naprawił drzwi, ale zajął się tym Kuba, kiedy Tom z Liamem i z niewielką pomocą Harry'ego wtaszczyli łóżko z powrotem do mieszkania.

Madzia wybrała się po zakup nowej lampy i firanek z Kelsey, a Monika dopilnowała porządku, kiedy reszta gości wychodziła "na raty" z mieszkania, żeby nie wzbudzać podejrzeń wścibskich reporterów, którzy mogli się czaić wszędzie. Tom pojechał sprawdzić, czy Max poradził sobie z pijanymi Jayem i Nathem, bo się nie odzywali, a Danny miał swoje zobowiązania.

- I na nas pora - oświadczył w końcu Liam, ogarniając wzrokiem pomieszczenie i stwierdzając, że wszystkie większe szkody zostały załagodzone.

- Dzięki, że wszystkiego pilnowałeś. Gospodyni powinna ograniczać ilość spożytego alkoholu, żeby nie dopuścić do takiego zaniku pamięci - westchnęła Monika.

- Przecież to wszystko przez zamianę kieliszków - zaśmiał się Liam, a ona pokiwała głową.

- Tak... Ale i tak dziękuję. Nie wiem, co byśmy zrobiły, gdybyś razem z Kubą nie zdecydował się czuwać nad naszym bezpieczeństwem. Podejrzewam, że pożar byłby najmniejszym z naszych problemów.

- To całkiem możliwe. I pewnie na powtórkę trzeba będzie długo czekać. Do kiedy zostajecie?

Chłopak był sprytny. Monika domyślała się, że chciał się dowiedzieć, ile czasu ma, żeby wyjaśnić sobie sprawy z Madzią. Nie pamiętała, o czym z nim rozmawiała po pijaku poprzedniego wieczoru, ale była pewna, że chodziło o jej siostrę.

- Nie mam pojęcia. Danny powiedział, że mieszkanie jest opłacone do końca sierpnia, ale szczerze, nie sądzę, żebyśmy zabawiły tu przez całe wakacje. Tutaj się dzieją... dziwne rzeczy.

- Rozumiem. Ale mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy. Może niekoniecznie w takich zwariowanych warunkach.

- Tak, byłoby miło - przytaknęła Monika, choć bardziej pasowałoby określenie niezręcznie. Nagle przypomniała sobie, że miała o coś spytać. - Kiedy do mnie zadzwoniłeś dzisiaj nad ranem... O czym rozmawialiśmy? Nie mogłam sobie tego przypomnieć.

- O niczym ważnym. - Liam machnął ręką, ale był wyraźnie zawstydzony.

- Na pewno?

- Tak, na pewno.

- I nie miało to nic wspólnego z moją siostrą? Albo twoją dziewczyną? - dopytywała Monika.

- Jestem gotowy! Ubrany od stóp do głów. Tak, pożyczam czapkę i okulary... - Harry właśnie przerwał niezręczne przesłuchanie, a widząc, że w pomieszczeniu stoi tylko jego przyjaciel i siostra Madzi, stracił nieco rezonu. - Mogę pożyczyć czapkę?

- Ostatnio jakoś nie krępowałeś się przed przywdzianiem mojego szlafroka, ale miło, że pytasz. Czapka jest Natha, pewnie ją zostawił. Ma świra na ich punkcie, więc zastanów się, czy chcesz ją zabrać. A okulary są Madzi, więc jeśli zdecydujesz się "pożyczyć", to musisz oddać.

- Oddam na pewno, słowo harcerza!

- Tak, jakbym już wcześniej tego nie słyszała - westchnęła Monika i pożegnała gości z One Direction.

Kuba teatralnie zamknął za nimi drzwi zamaszystym gestem, demonstrując fakt, że drzwi są naprawione.

- No, no. Świetnie się spisałeś.

- Dziękuję. Czułem się zobowiązany, wiesz, za ten kabaret z wczorajszej nocy - zachichotał Kuba.

- Cieszę się, że cię rozbawiliśmy. A teraz pomóż mi sprawdzić, czy wszyscy goście na pewno opuścili mury tego mieszkania - poganiała Monia.

- A co, boisz się, że będą straszyć?

Do drzwi rozległo się pukanie, przez co dziewczyna na chwilę podskoczyła ze strachu, ale szybko się opanowała.

- Raczej, że spalą tę chałupę - roześmiała się i poszła otworzyć. Na progu ujrzała Natha.

- Hej... zostawiłem czapkę. Mogę wejść? - spytał nieśmiało.

Skinęła głową i zaprosiła go do środka. Była czternasta godzina, ale śniadanie jedli późno, więc nikt nie był głodny. Z grzeczności zaproponowała herbatę, ale Nath odmówił.

- Wezmę tylko czapkę i idę. A... Maggie?

- Poszła do sklepu po firanki i lampę. Wczorajsza impreza była nieco szalona - wyjaśnił Kuba, podejrzliwym wzrokiem obserwując przybysza i obracając jabłko w dłoniach.

Monika spojrzała na ten widok zdziwiona. Kojarzył jej się z postacią z jakiegoś horroru, więc kiedy weszła do salonu ze znalezioną czapką Natha, rzuciła koledze mordercze spojrzenie, żeby zachowywał się normalnie.

- Chciałem przeprosić za problem z łóżkiem - oświadczył przybyły chłopak, naciągając sobie czapkę na głowę. - Zaraz mogę wnieść je z powrotem.

- Nie trzeba, chłopcy się tym zajęli - wyjaśniła Monia. Nie tylko za to musiał przepraszać, ale chwała mu, że chociaż o tym wspomniał. No i w jaki sposób sam chciał wtargać łóżko po schodach? - A dotarliście bezpiecznie? - spytała zamiast tego.

- Tak. Max nas eskortował i obyło się bez większych przygód.

- To świetnie.

- Cóż... Skoro odzyskałem moją własność, to mogę już iść - westchnął Nath, ale najwyraźniej się ociągał.

- Może chcesz poczekać na moją siostrę? Nie będzie to żaden kłopot.

- Nie, nie! - zaparł się ostro Nath. - Nie mogę - dodał po chwili łagodniej.

- Jak sobie chcesz. Dzięki za przyjście na imprezę, było ciekawie.

- Dzięki za zaproszenie.

Monika odprowadziła gościa do drzwi i z ulgą je zamknęła.

- On jest dziwny - podsumował szybką wizytę Kuba.

- A żebyś wiedział - westchnęła dziewczyna i wstawiła czajnik z wodą na herbatę.

Tymczasem Madzia zagryzała paznokcie ze zdenerwowaniem rozglądając się wokoło. Znała swoje przygody i dobrze widziała, że do tego samego sklepu może zawitać Liam, albo co gorsza Nath, czyniąc atmosferę jeszcze bardziej niezręczną. Kelsey zauważyła, że jej towarzyszka jest nieobecna.

- A może te? - podsunęła nastolatce krwistoczerwone zasłonki. - Jak do burdelu. Będą pasować idealnie.

- Yhm.

- Maggie, w ogóle mnie nie słuchałaś! - Dziewczyna Toma nie wytrzymała i odłożyła tkaninę na półkę.

- Ja... Słuchałam... To znaczy... Trochę...

- Nie zwalaj na nieznajomość języka, dobrze wiem, że mówisz lepiej niż Tom.

Gdyby nastrój Madzi nie był tak podły, z pewnością wybuchłaby śmiechem. Rzeczywiście Tom mówił niechlujnie i nie wszystko to było sprawą akcentu.

- Przepraszam - spotulniała, nie chcąc urazić Kelsey. - Po prostu ta impreza chyba nie była dobrym pomysłem.

- Dlaczego? Było wesoło. Chyba...

- No widzisz... Nikt nic nie pamięta, a ja naprawdę mam wyrzuty sumienia, że znowu sobie pofolgowałam.

- Jesteś młoda, to jest wliczone w cenę.

- Ale jaką cenę muszę za to płacić - westchnęła Madzia, po czym wybrała jedne z najtańszych firanek i lampę identyczną do tej zepsutej przez Harry'ego. - Chodźmy do kasy.

- Dobra, ale jak będziesz chciała pogadać... - zaczęła Kelsey.

- Dobra.

Madzia nie siliła się na mniej lakoniczną odpowiedź. Nie mogła zwierzać się Kelsey. Zimą podejrzewała swoją siostrę o romans z jej chłopakiem, nie chciała palnąć nic głupiego. Zresztą, nie czuła się z blondynką na tyle blisko, żeby się otworzyć. Kwestię problemów z Liamem i Nathem wolała rozważyć sama. Miała cichą nadzieję, że będzie miała ku temu sporo czasu.

*

Dziewczyny nie miały pojęcia, jak długo zostaną w Anglii. Madzia rozmyślała, jak potoczyłyby się jej losy, gdyby została na Wyspach wtedy, kiedy Nath wyznał jej miłość na lotnisku, albo gdyby przyjęła propozycję Liama. Teraz wszystko było bardziej skomplikowane. Nathan się dąsał i w sumie rozumiała go doskonale. Ale Liam? Mimo iż obiecywał, że będzie na nią czekał, teraz był chłodny i zachowawczy. Nie kontaktowała się z chłopakami, bo byli zajęci nagrywaniem lub promocją, więc rozwiązanie tych wątpliwości musiało poczekać.
Wakacje toczyły się spokojnie, no i wreszcie siostry miały okazję pozwiedzać Londyn i inne ciekawe miejsca w okolicy. Kuba parę razy robił nawet za ich przewodnika, ale w końcu musiał jechać do pracy do Szkocji i siostry zostały zdane na siebie.

- To co będziemy robić, jak twój chłoptaś nas opuścił? - spytała któregoś lipcowego ranka Madzia, kiedy siedziały w kuchni i zajadały płatki.

- Mój chłoptaś nas nie opuścił. Po prostu łapie się każdej roboty, która jest opłacalna - wyjaśniła Monika.

- Czyli nie zaprzeczasz, że to twój chłoptaś?

- To mój kolega, który spełnia życzenia. Mam wobec niego dług wdzięczności, bo nie raz mi pomógł. I nie powiesz mi, że ty go nie polubiłaś.

- Pewnie, że polubiłam. Jest spoko. No i w obcym kraju przydaje się powiew ojczyzny.

- To może powinnaś zadzwonić do swojej koleżanki Jessici? - zachichotała Monia.

- Nigdy! Była nieobliczalna i mimo kilku godnych zapamiętania momentów, wolałabym jej więcej nie oglądać.

- No to nie wiem, co możemy ze sobą zrobić - westchnęła starsza siostra.

- Danny był wczoraj, więc nie pojawi się przez tydzień. Ja też nie mam pomysłu. A w telewizji pewnie samo brytyjskie badziewie, więc... też nie mam pomysłu.

- Mam dla was zadanie! - rozległ się głos Maxa, który pojawił się w pomieszczeniu praktycznie znikąd.

- Jezu, czy wszyscy wchodzą tu jak do supermarketu? - warknęła Monika.

- Myślałem, że Polacy są gościnni - bronił się Łysy.

- Nie aż tak - odgryzła się Monika, ale w gruncie rzeczy była zadowolona z gościa, bo jej się nudziło.

- To jakie to zadanie dla nas masz? - Madzia wyrwała pytanie starszej z sióstr z ust.

- Cóż, właściwie to tylko dla Brukselki... - Max spuścił głowę.

- Pięknie. A ja to co? Mam zapuścić korzenie?

- Nie wiem. Możesz spotkać się ze swoim znajomym zespołem, sensacją nastolatek.

- Jak słusznie zauważyłeś to sensacja nastolatek. Nie mają dla mnie czasu - powiedziała gorzko Madzia.

- To może niech ona się tym zajmie - zaproponowała Monika.

- Nie, nie. To musisz być ty. Musi to być... pełnoletnia osoba. - Zawahał się przy ostatnim stwierdzeniu i to utwierdziło Monikę w przekonaniu, że coś kręci.

- To ja się zmywam - oświadczyła nagle Madzia. - Wbiję na sesję nagraniową do McFly, tam zawsze dzieje się coś ciekawego.

- Ale dzisiaj nie nagrywają - zauważyła Monika. - Biorą udział w festiwalu Chester Rocks.

- Och - westchnęła Madzia. - To popatrzę w sufit, podczas gdy ty zajmiesz się "zajęciem dla dorosłych".

- O co chodzi? - spytała zaintrygowana Monika, spoglądając na Maxa.

- Cóż, musisz gdzieś pojechać.

- Gdzie?

- Nie mogę powiedzieć.

- Po co?

- Też nie mogę powiedzieć.

Starsza z sióstr założyła ręce na piersiach.

- A co to za tajemnica?

- To sprawa prywatna i dość delikatna. Chciałbym, żebyś się kimś zaopiekowała do jutra. To poza miastem.

- Mam niańczyć jakieś dziecko?! - parsknęła Monia.

- Powodzenia z tym - rzuciła znudzona Madzia.

- Nie dziecko. Dlaczego miałbym cię prosić o coś takiego? - zdziwił się Max.

- Może masz jakiegoś nieślubnego syna, którego ukrywasz poza miastem? Celebryci mają sekrety, które nie mieszczą się w głowie - ponownie wtrąciła Madzia.

- Nie, chodzi o mojego psa, Borisa. Osoba, która miała się nim zająć ma uczulenie na pyłki, których tam jest pełno.

- Tam to znaczy gdzie? - Monika wwiercała się w oczy Maxa wzrokiem, ale nie dowiedziała się nic poza tym, że coś tutaj nie gra.

- Za Londynem. Zawiozę cię, zobaczysz. Ale czy możemy już iść? - Max zrobił błagalną minę.

- Nie! Skoro możesz mnie tam odwieźć, to równie dobrze możesz zabrać psa.

- Mam tylko kilka godzin do wywiadu. - Łysy wzruszył ramionami, a Monika spojrzała w stronę Madzi, która machnęła ręką.

- Jedź. Wolę się nudzić tutaj niż gdzieś za Londynem. Tutaj przynajmniej coś się dzieje. Ale wiedz, że ona zwierząt nie znosi, więc nie gwarantuję ci, że twój pupil przeżyje to starcie - zwróciła się nastolatka do Maxa. Nadal nie miała pojęcia, dlaczego do pilnowania psa potrzebny jest ktoś pełnoletni, ale nie zamierzała się wypytywać, żeby nie zdradzić, jak bardzo zależy jej na wyrwaniu się z mieszkania i zrobieniu czegoś, by nie zapuścić korzeni z nudów.

Monika zaczęła zbierać swoje rzeczy, a Madzia szukała pretekstu, by jednak zabrać się z nimi.

- A w którym kierunku jedziecie? Możecie mnie gdzieś podwieźć? - zagadnęła, kiedy jej siostra pakowała małą torbę podróżną.

Max wyjaśnił jej dość oględnie cel podróży, a ją nagle oświeciło. Wyszła na chwilę z pomieszczenia, sprawdziła coś w Internecie na i'Phonie i wróciła z powagą na twarzy rzucając koledze adres Harry'ego i Louisa, którzy zamieszkali razem w pewnym domu na przedmieściach Londynu, po przeciwnej stronie miasta niż Beverly Sykes. Max nie miał pojęcia, co to za adres, Madzia nie miała pojęcia, czy kogoś tam zastanie, ale również spakowała najpotrzebniejsze rzeczy i pieniądze w nadziei, że najwyżej zwiedzi kawałek miasta, jeśli przyjdzie jej wracać autobusem.

- Gotowe? - zagadnął Max, zacierając ręce.

- Tak. Ale jeśli coś kombinujesz, obmyślę zemstę doskonałą - zapowiedziała Monika, a on uśmiechnął się niewinnie, ale obie siostry domyślały się, że coś jest na rzeczy. 

Madzia wysiadła "na swoim przystanku" i ze ściśniętym gardłem udała się w stronę ogrodzenia, do którego trzy fanki przylgnęły jak rzepy do psiego ogona. I tak dziwiło ją, że jest ich tak mało, ale kiedy zobaczyła kamery, zrozumiała, że najwyraźniej budynek był dość dobrze chroniony. Wyciągnęła telefon i wybrała numer Harry'ego, bo ostatnio czuła, że się do niego zbliżyła. Louis był zajęty Eleanor i nie miała czasu na pogawędki z nim, tak, jak to miało miejsce kiedyś.

- Maggie! Bardzo miło mi cię słyszeć, ale mam teraz pewien problem... - odezwał się chłopak.

- Chyba mi nie powiesz, że te trzy nastolatki przed domem są w stanie cię wystraszyć. W końcu przywykłeś do adoracji ze strony znacznie większych grup - roześmiała się w słuchawkę.

- Nie, to nie o nie chodzi... Zaraz! Czy ty...?

- Tak, jestem u ciebie.

- To świetnie się składa, bo akurat potrzebuję pomocy, a Louis nie odbiera telefonu. W sumie nic dziwnego, bo pojechał poznać rodziców Eleanor. W ogóle poznał ich chyba wcześniej, ale teraz wygląda to znacznie bardziej oficjalnie, bo był pod krawatem. To chyba jakieś rodzinne wydarzenie. Urodziny dziadka. A może babci? A może ich rocznica ślubu... - Harry paplał, by ukryć zdenerwowanie. Zresztą, słabo go słyszała, coś się zacinało.

- Harry, mów, o co chodzi! Chodzi o to, że jest u ciebie Caroline Flack, która chce się wymknąć?

- Co?! Nie! To już zamierzchła przeszłość.

- To może mam zakopać jakieś zwłoki? - spytała ironicznie nastolatka, a Harry prychnął.

- Nie, ale miło wiedzieć, że byłabyś skora do pomocy w takiej sytuacji.

- No to do czego mnie potrzebujesz i jak mam się do ciebie dostać? - spytała w końcu Madzia, zadowolona, że i ona dostanie misję i nie umrze z nudów. No i jak małe było prawdopodobieństwo, że zastanie kogoś w tym domu?

- Musisz mnie teraz dokładnie posłuchać - odezwał się Harry.  - Nie mogę cię wpuścić frontem, bo jak otworzę drzwi, one też wejdą. Nie mogę też podejść i ci otworzyć, bo zazdrosne wypuszczą do prasy jakieś zmyślone plotki.

- Rozumiem. To co mam robić?

- Zmierzam do tego. Obejdź dom lewą stroną.

Madzia rozejrzała się i zmarszczyła brwi.

- Ale tam jest las - słusznie zauważyła.

- Brawo za spostrzegawczość. Idź w ten lasek i kieruj się wzdłuż muru, aż na jednej z gałązek zobaczysz czerwoną bandankę - chłopak kontynuował instrukcję.

- I co, to jakiś magiczny latający dywan? - prychnęła Madzia.

- Dajże skończyć, kobieto!

- No dobra, już dobra. I co?

- Czekaj tam na mnie.

Po tajemniczej wskazówce Harry się rozłączył, co zirytowało Madzię. Co zamierzał zrobić? Przeniknąć przez ścianę? Na szczęście czekając pod czerwoną flagą, zrozumiała, że jest to miejsce oznaczone dla gospodarza, który przerzucił jej drabinę plecioną ze sznura.

- Meggs, to ty? - spytał głośnym szeptem.

- Tak, to ja - wysapała dziewczyna, wdrapując się po uciekających szczeblach. Nigdy nie była dobra w takich wyczynach. Mur nie był jednak zbyt wysoki i już po chwili znalazła się na jego szczycie, schowana w leśnych gąszczach. Ujrzała Harry'ego w samych gaciach i tak wstrząsnął nią ten widok (mimo iż był w końcu we własnym ogrodzie), że zakołysała się i runęła jak długa na ziemię, przygniatając chłopaka do równo przyciętej trawy.

- Chyba złamałaś mi żebro - stęknął Harry, a ona sturlała się z niego i zaczęła sapać tuż obok. Ze strachu nie miała nawet siły przeprosić. - Nie, sorry. Fałszywy alarm. Żebro nie jest złamane, ale przebiło płuco!

Tego żartu Madzia nie wytrzymała i pacnęła Harry'ego swoją torbą, którą miała przewieszoną przez ramię. Harry podniósł się z ziemi i otrzepał z trawy i ziemi.

- Mam nadzieję, że słoik z bigosem się nie zbił - oświadczył.

- Ale ja nie wzięłam bigosu.

- Łeee... Szkoda - oświadczył śmiertelnie poważnie i pomógł jej wstać. - Chodź, pomożesz mi.

Ogród był ogromny, nie było więc szans, że fanki zauważą gościa płci żeńskiej, który odwiedził ich idola i był tajemniczo prowadzony po schodach w dół.

- Harry, przerażasz mnie. Gdzie idziemy? Zaczynam myśleć, że naprawdę ukryłeś tu zwłoki... - Najwyraźniej znajdowali się na poziomie piwnicy, drogę oświetlały im małe pomarańczowe światła rozmieszczone na dole. - Oby to była piwniczka z winem.

- Nie, Meggs. To jest schron - wyjaśnił Harry, wskazując na masywne żelazne drzwi. - Właśnie go testowałem, kiedy do mnie zadzwoniłaś i do tego potrzebna mi twoja pomoc.

- Pomoc do czego? Do zabawy w koniec świata? - prychnęła nastolatka.

- Nie! Po prostu chcę zrobić Louisowi kawał. Zaiscenizowałem wiadomości, w których prezenter zapowiada trąbę powietrzną, która przejdzie w tym regionie i nakaże schowanie się w piwnicy na dwanaście godzin w celach bezpieczeństwa - wyjaśnił dumny ze swojego planu Harry. - Nie będzie mógł wyjść, bo drzwi są programowane i po zatrzaśnięciu otworzą się dopiero po upływie wpisanego czasu.

- Tak i Bogu ducha winny Louis zostanie tu zatrzaśnięty, a ty będziesz się zaśmiewał do rozpuku przez pięć minut aż ci się znudzi i zaczniesz żałować, że go zamknąłeś, bo przez dwanaście godzin będziesz się nudził. - Madzia spojrzała na Harry'ego spode łba. Ten nieco się zasępił.

- W mojej głowie to o wiele zabawniejszy plan. W każdym razie... Po wciśnięciu guzika są dwie minuty na wejście osób do schronu. Ja przypomnę sobie, że nie wzięliśmy telefonu i wybiegnę.

- I nie zdążysz wrócić przed upływem dwóch minut - dokończyła Madzia. - Naprawdę myślisz, że Louis dałby się tu zamknąć sam i nie poszedłby za tobą?

- No... ja... ech, nie wiem. Jak mówiłem, w mojej głowie to było zabawne i miało sens.

- A naprawdę jest odwrotnie. Jeśli chcesz, żeby ten dowcip przeszedł, musisz wymyślić coś innego.

- Wiem - westchnął chłopak.

Otworzył masywne drzwi, które ukazały pokój wielkości salonu, który umeblowany był w wygodną sofę, fotele i stolik. Lampa oświetlała też laptopa, którego chłopak przytargał tutaj jako rozrywkę dla swojego kumpla, którego zamierzał uwięzić.

- I jest mini lodówka! - oznajmił, wpuszczając Madzię do środka. - I łazienka. - Łazienka to trochę za dużo powiedziane, było to małe pomieszczenie z prysznicem, umywalką i toaletą. - Wszystko działa jak należy! - pochwalił się właściciel domu.

- No a po co ja ci tutaj byłam do pomocy?

- Chcę sprawdzić, czy rzeczywiście nie można stąd wyjść. Ustawię zamknięcie na 1,5 minuty i wejdę do środka, a drzwi się zamkną. Gdybym coś zrobił źle, ty wbijesz kod alarmowy i mnie wypuścisz - wyjaśnił chłopak.

- Nie umiem się tym obsługiwać - skrzywiła się Madzia. - Może ja dam się zamknąć, a ty tu pogrzebiesz? Nie chciałabym cię tam zamknąć na zawsze.

- No dobra. Rozgość się. - Harry zamaszystym gestem zaproponował przyjaciółce kanapę. Sam podszedł do panelu sterowania i zaczął w nim grzebać. - 1,5 minuty - powiedział pod nosem.

- Te guziczki powinny być w środku - oznajmiła Madzia. - Byłoby to bardziej rozsądne.

- Ale wtedy Louis mógłby wyjść i nici z kawału. - Harry wystawił język i zaczął zabawiać się w majstra. - Klimatyzacja jest, wszystko powinno więc działać - oświadczył po dłuższej chwili. - Chyba przeżyjesz.

- To... dobrze - westchnęła Madzia. - Chcę dowiedzieć się, gdzie ten idiota Max zabiera moją siostrę.

- Max z The Wanted?

- Tak, podobno ma "pilnować jego psa za miastem".

- Brzmi dwuznacznie - oświadczył ze śmiechem Harry. - Cholera, przez pomyłkę ustawiłem na 1,5 godziny. Ale byś tam siedziała. - Zaczął klikać i klikać i pogorszać sprawę. - Trzeba wbić kod anulujący.

- No to wbij - oświadczyła spokojnie Madzia.

- Jest w intrukcji - przypomniał sobie spanikowany chłopak i wszedł do schronu, by zabrać książkę zostawioną na blacie stołu. W tym momencie drzwi schronu zatrzasnęły się, bo upłynęły dwie minuty. - O nie...

- Co? 1,5 godziny wytrzymamy, nie? Na pewno wszystko będzie dobrze - zapewniła Madzia.

- Taaak, na pewno. Tylko że wcześniej nie chciałem siać paniki, ale tak naprawdę to ustawiłem zamknięcie na 15 godzin. Chcesz obejrzeć fikcyjne wiadomości? - spytał, machając jej przed oczami płytą DVD, kiedy jej oczy niemal wyszły z orbit i krzyknęła.

- CO?!
~*~

16 komentarzy:

  1. Hej!
    Fajny rozdział!
    Zapraszam do mnie:
    http://gladyoucame1239.bloblo.pl/

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj ten Harry, Harry. Roztrzepaniec jeden. Ciekawa jestem co TW kombinuję i nie mogę nic wymyślić. Pozostaje mi czekać na twój kolejny wspaniały rozdział, który z pewnością nie będzie nudny bo ty nie mogłabyś takiego napisać.

    OdpowiedzUsuń
  3. Od razu mowię że nadrobiłam jeden zaległy rozdział i przechodzę do tego nudniejszego jak twierdzisz ale mnie sie tam wydaję że dziewczyny to nie mogą się wogóle nudzić. Cyba jednak nie lubie postaci Kuby bardzo rządził sie w mieszkaniu dziewczyn a poza tym po jednym spotkaniu ocenił Nathan co gorsza Monika też mnie tym zdenerwowała myślała że choć trochę ma sympatii dla Natha ale skoro nie ma jej wogóle to jak kidykolwiek ma być dobrze skoro zawsze jej ulubieńcem będzie Liam. Chociaż bardzo chce żeby Monika była z Jayem to nie jest to dla mnie możliwe w monencie kiedy nie lubi jego najlepszego przyjaciela. Co ten Max kombinuje? ciekawe co oni znowu wymyślili za miastem i do czego potrzeba jest im Monika? Dlatego wstawiaj nowy rozdział jak najszybciej a najlepiej dzisiaj bo do jutra nie wytrzymam. POza tym widać że The wanted czuje się zazdrone o Madzie bo tak to niestety wygląda jakby znowu wolała 1D od starszych chłopaow i chyba dlatego Max jej trochę przygyzł
    -Pięknie. A ja to co? Mam zapuścić korzenie?
    - Nie wiem. Możesz spotkać się ze swoim znajomym zespołem, sensacją nastolatek.
    - Jak słusznie zauważyłeś to sensacja nastolatek. Nie mają dla mnie czasu - powiedziała gorzko Madzia.
    Miejmy nadzieję że nie będzie na nich zła a domysli się o co chodzi i spędzi w końcu z nimi miło czas.
    Mam nadzieję że pomiędzy Madzią a Harrrym nic nie zajdzie w tym schronie bo to byłaby już lekka przesada. Ale jak widać z Harrym nie idzie się nudzić. On to ma pomysł z kosmosu. Teraz mnie zastanawia co będą robić przez te 15 godzin w tym schronie. Poza tym czekam na jakieś romantyczne rodziały i to nie ze strony Liama bo rodziałów co raz mniej a nic na nie narazie nie wskazuje. Szybko wstawiaj nexta.
    Pozdrawiam
    Marta

    OdpowiedzUsuń
  4. Zamknięta z Harrym przez 15 godzin! Też tak chcę<3
    A tak serio na miejscu Maggie byłabym przerażona myślą, że mam siedzieć z chłopakiem o upodobaniach do negliżu przez taki czas xd
    W sumie nawet podoba mi się pomysł na jaki wpadł Hazza, ale wolałabym, żeby na jego miejscu znalazł się albo Nath, albo Liam:)
    Ciekawe co oni będą w tym schronie robić... mają tyle czasu, więc... Ok. Na razie wolę tego chyba nie wiedzieć ;p
    No i Monika. Co ona wymyśli tym razem. Mając takie skłonności do wpadania w tarapaty to musi coś przeskrobać z tym psem:D
    Nie mogę doczekać sie nn:)

    PS. Co do twojego komentarza u mnie to już pozmieniałam na jeden czas akcję. A do pytania to tak, przeczytałam tę książkę, ale nie będę we wszystkim się na niej wzorować. Chodziło mi głównie o ten jeden tekst:)

    POzdrawiam!;*

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj Harry :D
    Ciekawe gdzie ten Max zabrał brukselke

    OdpowiedzUsuń
  6. Nudny?! Człowieku nie grzesz! Rozdział jest świetny. Zaczyna się od rozterek miłosnych Madzi, nad którymi nie będe się specjalnie skupiać. Zastanawia mnie gdzie Max zabrał Monike..... Rzeczywiscie ten pies nie brzmiał zbyt wiarygodnie. Harry od razu zboczone myśli... No cóz tego zapewne dowiemy się w następnym rozdziale. Hahha co do Hazz i młodej to wiedziałam że skonczy się to jakąś klęską. Cały Styles.... Mam nadzieje, ze ktos ich znajdzie, i może to ustrojstwo jakoś otworzy... A co do Moniki, to mam takie przeczucie, że chodzi o Jay`a. Tak jakos..... No nic. Trzeba czekać do nastepnego rozdziału. Pozdrowienia :) Kasia Kubiciel

    OdpowiedzUsuń
  7. Ani trochę nudny mi się nie wydawał! Świetny jak zawsze :D Jestem bardzo ciekawa tego ''zadania dla dorosłych'', bo o psa na pewno nie chodzi. Przynajmniej tak mi się wydaje. Aj ten Harry i jego pomysły :D Czekam z niecierpliwością na następny.

    OdpowiedzUsuń
  8. Musisz wbić sobie do głowy jedną podstawową rzecz... Twoje rozdziały NIGDY nie są nudne.
    Na przykład ten to piękny wstęp do przyszłych wydarzeń!
    Nie wiem, czy współczuć Madzi, czy gratulować.. Oczywiście, nie pogardziłabym spędzeniem 15 godzin z Hazzą w jednym pomieszczeniu, tym bardziej, że najpierw utknęła z Liam'em, potem z Nathan'em, a teraz... No. Mam nadzieję, że nie kombinujesz tak, że pomiędzy nimi coś ten-teges. Liam'a jestem w stanie wytrzymać, ale Harry to już zupełny zawał, jeśli o mnie chodzi.
    Tylko ja się pytam... Gdzie ten Nathan, no? Co on robi, kurde? Właśnie NIC nie robi... Palant.
    Co do Brukselki, no to... wow. Nareszcie coś z Max'em! Wiem, że na darmo są te moje żalenia, bo Monika i tak zapewne będzie z Jay'em, no ale.. cieszę się, że wreszcie jest coś z M&M. Nie wygląda mi to na pilnowanie Boris'a, więc jeżeli nie chodzi też o Loczka, to się poddaję.
    Wspomnę jeszcze o Kubie, do którego sceptycznie podchodziłam początkowo, ale teraz już zupełnie go lubię.

    Piszesz z taką lekkością i stawiasz na akcję bardziej, niż na opisy. I bardzo dobrze, cieszy mnie to, bo wtedy dosłownie 'pochłania się' Twoje rozdziały.
    Jesteś naprawdę świetna w tym co robisz, i musisz to wykorzystać. Mam nadzieję, że na tym opowiadaniu się nie skończy.

    Trzymaj się, a ja idę odrabiać z polskiego, z Quo Vadis... choć chętnie zostałabym tutaj i napisała o wiele lepszy komentarz. :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Rozdział nie jest nudny. Twoje rozdziały zawsze są ciekawe. :)
    Ciekawe co Max wymyślił. Wydaje mi się, że może to mieć coś wspólnego z Jayem, ale kto wie.
    15 godzin w schronie? Współczuje Madzi. Choć w sumie to chyba lepsze niż siedzenie w chłodni. Ale z drugiej strony wolałabym siedzieć z Nathem w chłodni niż z Harrym w schronie hahaha
    Mam nadzieję, że ktoś ich stamtąd wyciągnie.
    Czekam na kolejny :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Twoje rozdziały nigdy nie są nudne i ten był super.Ciekawe co ten Max kombinuje bo napewno ma drugie dno.Wywiezie i rzuci na pożarcie Jayowi żeby pomóc przyjacielowi! A Madzia tak się starsznie nudziła w domu że teraz będzie musiała się nudzi w schronie Harrego chociaż z nim nigdy nie jest nudno. Wstawiaj szybko następny rodział bo jestem ciekawa co dalej.

    OdpowiedzUsuń
  11. Rozdziały nigdy nie sa nudne
    Zawsze jest w nich ciekawy wątek
    Czytając to opowiadanie mam wrażenie, że czytam baaardzoo długą i wciągającą oraz realną książkę
    Rozdział bardzo mi się podoba
    czekam na kolejny z wielką niecierpliwosćią =D

    OdpowiedzUsuń
  12. W którym miejscu,ten oto rozdział był nudny?
    Chyba jestem już ślepa,bo niczego takiego nie dostrzegłam.
    Jak zwykle zaskakujesz ogromem swojej wyobraźni i szerokim zasobem słownictwa,co sprawia,że nie mogę się oderwać od rozdziału:)
    Nie ma to jak zakupy z Kelsey,haha.Wcisnęła by Madzi bordowe burdelowskie zasłony.Rada dla Madzi na przyszłość:nie odpływaj myślami podczas zakupów przy Kelsey Hardwick,bo to może się źle dla Ciebie skończyć:D
    Był Kuba i nie ma już Kuby.Ten to jest obyty w świecie,nie ma co!Wywiało go do Szkocji a dopiero co był uczestnikiem imprezy z celebrytami.
    Max i to jej tajemnicze zadanie dla Moniki: "popilnowanie psa",strasznie mnie intrygują.Właśnie,skoro Monika ma tylko zajmować się psem,to dlaczego Max nie przywiózł go do domu dziewczyn,tylko wywozi gdzieś brukselkę za miasto?Przecież równie dobrze mogłaby się psinką zajmować razem z młodszą siostrą w mieszkaniu.Zastanawia mnie również,dlaczego do takiego zwykłego zadania jest Max'owi potrzebna osoba pełnoletnia.Dajesz człowiekowi do myślenia :)
    Wracając do Moniki.Smutno mi się zrobiło,gdy przyznała rację Kubie,że Nath jest dziwny.On nie jest dziwny,jest po prostu zakochany,a że nie potrafi walczyć o uczucia Madzi i czeka na zastępy aniołów z nieba,aż mu pomogą,to już inna sprawa.
    A pro po Madzi.Całe 15 godzin sam,na sam z Harrym.Czyż ona nie ma "szczęścia" do tego typu sytuacji?Jak przeczytałam,że to schron,od razu miałam skojarzenie z hucznie zapowiadanym końcem świata a nie pułapką na Louisa:D
    Jedyny plus,tego,że są zamknięci to zapobiegliwość w tym wszystkim Harry'ego i umieszczenie w owej pułapce mini lodówki:) Na pewno nie umrą z głodu:)
    Skoro mówimy już o głodzie,to tak swoją drogą zgłodniałam:D
    No nic,kończę,bo zaczynam pisać nie na temat i czekam oczywiście na kolejny rozdział:)
    E.

    OdpowiedzUsuń
  13. Rozdzial jak zawsze fajny. 15 godzin z harrym raczej nie bedzie nudno . Madzia to ma przygody zawsze musi sie cos dziac. gdzie ten Max wywozi Monike czuje podstep. Czekam na nastepny rozdzial.

    OdpowiedzUsuń
  14. Hej ;*
    O boże... 15 godzin !! Czyli już wiemy, że Hazz do takich zabaweczek się nie nadaje...;p
    Max, Monika i jak to ładnie określił Styles "dwuznaczna sytuacja" xD
    Rozdział jest zabawny mimo zamknięcia ich przez te właśnie...15 godzin :D
    Czekam na CD,weny ;**

    OdpowiedzUsuń
  15. Rozdział - mistrzostwo świata ! xD
    Mimo,że Harry tak inteligentnie zamknął ich na 15 godzin, to ja bym się na jej miejscu cieszyła , że siedzę akurat z nim xD
    Ok kiedy opieka nad psem to zajęcie dla pełnoletnich ....
    Klesey i to jak walnęła o "zasłonkach jak do burdelu" rozwaliło mnie ;)
    Pisz szybko nn, pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń