piątek, 28 grudnia 2012

Rozdział 40 - "Karaiby"

Dziękuję Wam za komentarze! Niestety dopadła mnie choroba i nie wiem, czy dam radę umieścić obszerne komentarze pod Waszymi cudownymi opowiadaniami :( Bardzo mi przykro z tego powodu, bo lubię dzielić się spostrzeżeniami, wiem, że to lubicie. Ale choroba nie wybiera. Przed sylwestrem na pewno nadrobię i postaram się umieścić coś nowego.

Odcinek długi, ale mam nadzieję, że przebrniecie. Dedykuję go wszystkim Anonimom, którzy poświęcają czas na czytanie i komentowanie :*


PS. Aktorka, która stanowi moje wyobrażenie postaci Moni to Holland Roden.



W tym rozdziale dziewczyny spędzają święta u rodziny Natha, odbywa się koncert One Direction oraz długo oczekiwana podróż na Barbados.
 
~*~
Jak na ironię Madzia nie sprawdziła swojego starego telefonu, który wieczorem dzwonił dość uparcie. Zostawiła go w salonie domu Beverly po tym jak sprawdzała numer rodziców i zupełnie o nim zapomniała.

Rano dziewczyny wyszykowały się i udały się do salonu, gdzie Beverly parzyła sobie kawę. Poprosiły o herbatę i usiadły pod choinką, pod którą zaroiło się od prezentów. Madzia niezmiernie cieszyła się, że zdążyła poprzedniego wieczoru na szybko zapakować to, co kupiła Nathowi, jego mamie i siostrze. Jako że nie przewidziała wizyty Moni, spakowała jej do prezentu konsolę Zayna i bilety na koncert One Direction. Sama nie zamierzała się na niego wybierać, bo wczorajszego wieczora w Internecie widziała artykuł o tym, że rzekomo Liam ponownie spotykał się z Danielle. Po co kusić los i rozwalać ich związek, pojawiając się tam, gdzie mogła oberwać od psychicznej tancerki?

Nath pojawił się w salonie, w którym siedziały w pasiastej niebieskiej piżamie i z poczochranymi włosami. Był nieogolony i wyglądał jakby właśnie przeczołgał się przez poligon, ale w ogóle się tym nie przejmował. Klapnął sobie na kanapę obok Madzi i sięgnął po naleśnika, bo jego matka nasmażyła ich na zapas i postawiła na ławie.

- Czekamy na wszystkich – oznajmiła kobieta, uderzając syna w dłoń i zmuszając, żeby odłożył nabity na widelec przysmak.

- Ale będzie zimne… - powiedział dobitnie.

- Już jest zimne, więc nie ma różnicy – wyjaśniła Beverly.

Na szczęście nie musieli długo czekać na Jess, bo już po chwili przyczłapała, również poczochrana i w piżamie. Lekko zmieszała się, widząc, że tylko ona i Nath wyglądają okropnie, ale stos prezentów pod choinką rozjaśnił jej twarz.

- Odpakowujemy! – krzyknęła, rzucając się w stronę lichego drzewka.

- Najpierw jemy. – Nath sięgnął po naleśnika i tym razem nikt mu w tym nie przeszkodził.

Było już grubo po dziewiątej i wszyscy byli głodni. Kiedy najedli się uroczystym śniadaniem, gospodyni zezwoliła na rozpakowanie upominków. Tak więc sama dostała zestaw ekranizacji książek Jane Austen od Madzi, biżuterię od syna i książkę od córki. Była bardzo zadowolona. Nath nie mógł przestać zachwycać się składanką Boyz II Men i nawet nucił kilka kawałków, ku niezadowoleniu Bev, która wolała posłuchać jakichś kolęd. Jess kupiła mu „Poradnik pana domu” z wieloma wskazówkami dotyczącymi prania i gotowania, co przyjął z przekąsem, ale usprawiedliwiła się, że przecież ma tyle kasy, że nie wiedziała, co mu podarować. Beverly natomiast pokusiła się o czapkę z postacią kreskówkową przypominającą jej syna i napisem „Baby Nath”, co oficjalnie okrzyknął najlepszym prezentem świata. Jess dostała bransoletkę z wieloma zawieszkami od brata, płytę z Glee od Madzi i bon towarowy do ulubionego sklepu odzieżowego, który opiewał na taką kwotę, że najwyraźniej była wniebowzięta.

- To ode mnie i od ojca – wyjaśniła Beverly, która była rozwódką. – Jak przyjedzie, to nie zapomnij mu podziękować.

Madzia dostała od Beverly komplet czapkę, szalik i rękawiczki, a od Natha nieśmiertelnik, o którym zawsze marzyła.

- „Żebyś zawsze pamiętała, że masz dwa domy…” – przeczytała na głos sentencję umieszczoną pod jej imieniem. – Och, Nathan! Jesteś kochany!

Uściskała chłopaka spontanicznie, ale czując się nieco skrępowana, odskoczyła równie szybko.

- Madzia zawsze chciała dostać taki nieśmiertelnik – wyjaśniła Monia, widząc, że zapanowała cisza, kiedy wszyscy wpatrywali się w nastolatkę, jak zahipnotyzowaną wgapiającą się w wygrawerowaną blaszkę.

- Cieszę się, że ci się podoba. Nie byłem pewien, co kupić.

- Otwórz teraz prezent ode mnie, jest sto razy lepszy! – krzyknęła Jess, klaszcząc w dłonie. – Nie ma takiej głupiej sentencji jak twoja – prychnęła w kierunku brata.

- Wcale nie jest głupia – zauważyła Beverly. – To oznaka przyjaźni.

- Mógł pomyśleć o czymś lepszym. – Młodsza siostra założyła ręce na piersi, a brat rzucił jej pogardliwe spojrzenie.

- Było mało czasu, ok? Nie mogłem stać w sklepie za długo, bo na takie zamówienie potrzeba czasu…

Widząc, że siostra go nie słucha, zamilkł. Obserwował jak Madzia otwiera kolejny prezent, którym okazała się książka One Direction, przedstawiająca ich drogę do sukcesu.

- To chyba jakieś jaja… - powiedział po cichu, widząc roześmiane Jess i Madzię.

- Poczekaj aż otworzy prezent ode mnie – zaśmiała się Monia, nachylając się, by spod kanapy wyciągnąć mały pakunek.

W nocy wstała, by go tam wcisnąć, żeby jej siostra czasem go nie zauważyła.

- Gwiazda reklamy miała czas, żeby mi coś kupić? – spytała zszokowana Madzia, zaglądając do torebki i nie wierząc własnym oczom.

- Co to jest? – spytał zaintrygowany Nath, widząc jej zdziwioną minę.

Dziewczyna wyciągnęła zawartość torebki, a było to około piętnaście gazet i czasopism. Widziała tylko okładkę pierwszej, ale fakt, że to ona na niej była implikował całą resztę.

- Skąd ty… jak… kiedy… - powtarzała Madzia, przeglądając zawartość gazet i natrafiając na wzmianki lub artykuły o sobie.

- Ten cały Kuba z Polski miał w mieszkaniu pełno gazet i zobaczyłam ciebie na okładce i… - Monia zaczęła się tłumaczyć, ale mordercze spojrzenie siostry zamknęło jej usta.

- Byłaś u niego w mieszkaniu?!

- No a co? Miałam całą noc spędzić na lotnisku? Umarłabym z nudów!

- Czy ty jesteś niepoważna?! Iść z obcym do jego domu? A jakby to był psychopata?! – wrzeszczała młodsza siostra.

Monia machnęła ręką, jak gdyby nic się nie stało. Po raz kolejny odsłaniała przed nimi karty przez przypadek, podczas gdy celowo opowiadała tylko o nieistotnych pierdołach.

- W nocy pracował w skupie makulatury, a mi dał klucz do swojego mieszkania, żebym mogła się umyć i przespać. Spać nie chciałam, bo mógł się okazać psychopatą. No i jak tak siedziałam, to zobaczyłam stos gazet i… BUM! W sporej ilości znalazłam coś o tobie, więc spytałam go, czy nie mogłabym ich zabrać – wyjaśniła Monia, spoglądając na rozdziawione pary oczu, wpatrzonych w nią ze zszokowaniem.

- Mówiłaś, że w nocy pracował, więc jak niby go spytałaś? – spytała Jess, widząc, że zapadła niezręczna cisza.

- Jak skończyła mu się zmiana, to wrócił do domu. Było około godziny czwartej. Zjedliśmy śniadanie i zaoferował, że odprowadzi mnie na lotnisko, bo mam ciężki bagaż. Wtedy go spytałam. – Monia wzruszyła ramionami. – Pomyślałam, że chciałabyś to mieć na pamiątkę. Niektóre artykuły są naprawdę fajne. W jednej rozwodzą się nad tym, czy bardziej pasujesz do Liama czy Natha. Zrobili nawet sondę.

Nath wypluł mleko, które właśnie wziął do ust, by popić naleśnika. Atmosfera zrobiła się jeszcze gęstsza, a oliwy do ognia dodała Beverly, która uderzyła się otwartą dłonią w czoło.

- Prawie zapomniałam! Twój telefon dzwonił od rana, Liam Payne ma ci chyba coś ważnego do powiedzenia. – Kobieta podsunęła nastolatce jej rzęcha, którego ta nieopatrznie zostawiła w salonie.

Nath tym razem zakrztusił się naleśnikiem tak, że aż musiał wyjść.

- Wygląda na to, że ktoś tu jest zazdrosny – zachichotała Monia, a Jess i Beverly jej zawtórowały. Tylko Madzia ściskała stosik gazet z większymi lub mniejszymi artykułami na jej temat. Nie zdawała sobie sprawy, że wydarzenia przyjęły aż tak intensywny obrót.

- W takiej sytuacji, dobrze, że ode mnie dostaniesz akurat taki prezent – oznajmiła, podając siostrze naprędce zapakowaną paczkę, która kryła konsolę Zayna i bilety na koncert.

- A to co? – spytała Monia. – Nie idziemy razem?

- Idź sama. Albo… bo ja wiem… z tym psychopatą, Mikołajem. Ja… nie mam ochoty. – Język plątał jej się do tego stopnia, że Nath, który właśnie wrócił do pomieszczenia, zapewne pomyślał sobie, że to wspomnienie Liama wywołało w niej takie emocje, a więc i uczucia. Znacząco posmutniał i do obiadu siedział cicho jak mysz pod miotłą i dopiero koło trzeciej dał się namówić na sesję gry na pianinie.

Następnego dnia Madzia obudziła się dość późno, bo w domu było cicho. Ku swojemu zaskoczeniu, od Beverly dowiedziała się, że z samego rana Monika pojechała z Jess i jej przyjaciółką do centrum handlowego.

- Co? Z Jess? – zdziwiła się. – Przecież one się… nie lubią.

- Cóż, rano dyskutowały o czymś zażarcie, bo obie wstały niebywale wcześnie.

- Nic z tego nie rozumiem… - powtarzała Madzia. – A gdzie Nath?

- O dziesiątej wyszedł z przyjaciółmi – wyjaśniła Beverly.

- To którą mamy godzinę?! – krzyknęła zszokowana nastolatka, spoglądając na zegar ścienny. - Wskazywał pierwszą. – O Boże…

- Dawno sobie tak długo nie pospałaś, co?

- Dawno? Chyba… nigdy! Co się ze mną dzieje w tej Anglii?! Naprawdę nic nie rozumiem. – Dziewczyna podparła ręką brodę i zabrała się za picie soku, który postawiła przed nią Beverly.

- Twój telefon znowu wczoraj dzwonił – oznajmiła jak gdyby nigdy nic kobieta. – Znowu zostawiłaś go w salonie. – Nath chciał odebrać, twierdząc, że może być to coś ważnego, ale go od tego odwiodłam.

Madzia zmieszana spojrzała na wyświetlacz swojego telefonu, na którym widniały cztery nieodebrane połączenia od Liama.

- To na pewno nic ważnego. Chce zapytać, czy idę na koncert. – Wzruszyła ramionami.

- No nie wiem, coś bardzo mu zależy, skoro wydzwania z taką częstotliwością…

Madzia nic nie odpowiedziała na słowa kobiety, bo nie miała pojęcia, co mogłoby teraz wyjść z jej ust. Nath chciał odebrać? Dobrze, że tego nie zrobił, już i tak sytuacja była dziwna. Wplątali się wbrew swojej woli w dziwaczny miłosny trójkąt.

- Siema wszystkim! – Rozległo się od progu i Madzia otrząsnęła się z rozmyślań. Jess wpakowała się do kuchni razem z kilkoma papierowymi torbami. Za nią weszła Monika.

- Widzę, że wybrałyście się na zakupy beze mnie… - powiedziała niezadowolona młodsza siostra, zakładając ręce na piersi.

- Cóż, zakupów miało nie być, ale sprzedałam przyjaciółce Jess konsolę Zayna i dostałam osiemset funtów, więc…

- Co zrobiłaś?! – uniosła się Madzia.

- No co? – zaparła się Monia. – Przecież mi ją dałaś…

- No… tak. Ale to nie znaczy, że mogłaś ją komuś sprzedać!

- To znaczy, że dałaś mi ją tymczasowo w oczekiwaniu aż Zayn zechce ją odzyskać? – spytała Monika, spoglądając na siostrę spode łba. – Nie łam się, kupiłam ci kostium kąpielowy na Barbados! – oznajmiła z szerokim uśmiechem dziewczyna i wyciągnęła z jednej z toreb, które sama dzierżyła jednoczęściowy kostium w kolorze malinowym. Miał spore wycięcie na plecach i wyrzeźbione miseczki.

- Ty chyba żartujesz… różowy? – prychnęła Madzia, biorąc strój do ręki.

- Jeszcze marudzisz? Zrobiłam to z dobroci serca! – zauważyła Monia, wyrywając Madzi element garderoby i wrzucając go do torby.

Łącznie miała ich cztery, a z jednej wystawał karton z butami. Jess również się obłowiła i obie najwyraźniej były zadowolone.

- Wiesz, jakie tu są tanie ciuchy? – spytała podekscytowana Monia. – Wydałam sto funtów i trochę, a wykupiłam cały sklep! – zaśmiała się.

- No właśnie widzę… - zauważyła Madzia z przekąsem.

- Oj, nie rób takiej miny. Coś ci pożyczę, jak będziesz grzeczna.

Dziewczyny zaprezentowały swoje zdobycze z wyprzedaży. Monia kupiła sobie cały zestaw na plażę (strój, okulary, japonki i pareo), jedną sukienkę letnią, jedną imprezową, nowe spodnie, nową koszulę i zegarek. Miała też nowe kozaki i buty na obcasie oraz T-Shirt z jakimś śmiesznym nadrukiem.

Jess kupiła mniej, ale za to lepszych rzeczy. Dostała od rodziców bon na urodziny i mogła sobie pozwolić na szaleństwo.

- A ode mnie masz to – powiedziała do Madzi, podając jej okulary słoneczne. – Monica powiedziała, że ci się przydadzą.

- Dzięki – rzuciła Madzia. Rzeczywiście wycieczki na Barbados nie planowały, więc wszystkie letnie gadżety były potrzebne.

- Zapomniałam o kremie do opalania, ale to akurat najmniejszy problem. – Monia wzruszyła ramionami, wreszcie zasiadając przy kuchennym stole i wlewając sobie soku, który stał w pękatym dzbanku.

- Cóż, w takim razie dzięki, że mnie obudziłyście. To bardzo miłe… - powiedziała sarkastycznie Madzia.

- Oj, nie marudź tyle. Lepiej powiedz, co chciał Liam! – rozochociła się Monika.

- Co?

- No… dzwonił.

- Tak, ale nie odebrała. Ani nie oddzwoniła – wyjaśniła za swojego gościa Beverly i Monia o nic więcej nie pytała, co wydało się Madzi podejrzane, ale ostatecznie sama przed sobą uznała, że może to być po prostu gest przyzwoitości.

Nath wrócił pod wieczór i znowu spędzili leniwy dzień przed telewizorem. Reklama z Monią nadal była emitowana, zapraszając do centrum handlowego. Jay wysłał smsa do kumpla z krótką notką „Reklama – szalone”, czym dał znać, że sława dziewczyny się szerzyła. Na szczęście nikt jej nie rozpoznawał poza osobami, które już ją znały.

Wieczorem zadzwoniła do domu, by zdać relację mamie. Madzia w tym czasie przejrzała artykuły o sobie w gazecie i z przerażeniem stwierdziła, że w sondażach czytelnicy magazynu uznali, że pasuje do Liama w 82 %.

- Czyżby to był znak? – spytała Monia, nachylając się jej przez ramię. – Zadzwoń do Liama, to dobry dzieciak. Albo zawsze może iść na koncert…

Machające przed oczami Madzi bilety miały stać się czynnikiem motywującym, ale zupełnie zniechęciły ją do udziału w wydarzeniu.

- Nie. – Była to jedyna odpowiedź, na jaką było ją stać.

Do końca wieczoru się nie odzywała. Czytała gazety w milczeniu, co jakiś czas wzdychając ciężko.

Danielle Peazer kontra tajemnicza Polka – głosił jeden z artykułów, który podsumowywał plusy i minusy rzekomych kontrkandydatek w wyścigu o serce Liama. Co ciekawe, w boju wygrywała jako że podobno wydawała się być bardziej w jego typie.

- Sprzedam bilety na ten koncert – oświadczyła w końcu Monika, która właśnie wywalała stare rzęchy, a nowe próbowała upchnąć w walizce.

- To sprzedaj, wali mnie to – warknęła Madzia.

- Albo pójdę z Jess… - głośno zastanawiała się dziewczyna.

- Och, rób co chcesz, tylko dupy nie truj!

Monia była pewna, że ma do czynienia z reakcją wyparcia. Madzi na pewno podobał się Liam i z całych sił odpychała od siebie świadomość, że jeszcze kiedyś go zobaczy, albo co gorsza utknie w jakiejś windzie, bo może dojść do czegoś bardziej… romantycznego.

- Ciekawe… - powiedziała Monia pod nosem i wyszła na chwilę z pokoju, by spytać Jessicę, czy ma ochotę iść na koncert.

Dziewczyna stwierdziła, że chętnie, choć nie jest jakąś wielką fanką tego zespołu, ale skoro bilety mają się zmarnować, to dlaczego nie.

- A o czym wy ględzicie? – spytał Nath, który właśnie pojawił się w pokoju młodszej siotry.

- O koncercie, na który jutro idziemy – wyjaśniła Jess. – One Direction, gdybyś nie wiedział.

- Och… - spochmurniał. – Spodziewałem się, że jakieś babskie plotki.

- Przykro mi cię zawieźć, ale nie tym razem – oznajmiła dobitnie nastolatka, a Monice wyjaśniła. – Zawsze plotkuje ze swoimi ziomkami Sivą i Jayem. Niektórzy twierdzą, że są gejami i mają romans…

Nath rzucił dziewczynie mordercze spojrzenie i zamilkła, zdając sobie sprawę, że lepiej z nim nie zadzierać. Tak czy siak, wiedział już o planach, jakie poczyniły na dzień przed wyjazdem na Barbados.

- A… Maggie? – spytał jeszcze zanim wyszedł.

- Bilety są dwa, a my idziemy, więc sam sobie skalkuluj – prychnęła Jess i zmusiła go do wyjścia.

Kolejny dzień zleciał jak z bicza strzelił. Madzia uparcie twierdziła, że nie wybiera się na występ, więc Monia i Jess wypindrzyły się jak te lale i eskortowane przez Beverly pojechały pod halę, gdzie miał się odbyć koncert.

Najpierw razem z piętnastką innych dziewczyny szły na backstage, by poznać chłopaków i z nimi porozmawiać.

- Hej! Siostra Maggie! – krzyknął Louis, ignorując zupełnie stado napalonych nastolatek i spoglądając na koniec ogonka dziewczyn przeciskających się przez drzwi.

Stały tam dwie najmniej napalone dziewczyny świata, Monia i Jess. Liam na słowa przyjaciela momentalnie uniósł głowę znad niziutkiej fanki w wieku około dwunastu lat, która przyszła z mamą. Monika dostrzegła w jego oku dziwny błysk i w jej głowie tylko potwierdził się chytry plan, która knuła od jakiegoś czasu.

- Misja wyswatać siostrę rozpoczęta – powiedziała sama do siebie.

- Hę? – spytała Jess, nie rozumiejąc po polsku.

- Nic, nic. Tak głośno myślę. Cześć chłopaki! Harry, tym razem ubrany, jak miło!

Nastolatki spojrzały ze zszokowaniem lub pogardą na dziewczynę, która śmiała wypowiedzieć te słowa. Sam zainteresowany nieco się zmieszał i nerwowo poprawiał fryzurę.

- Harry stara się trzymać fason – wyjaśnił Lou, obejmując Monikę, jakby byli starymi przyjaciółmi. Ściskał wszystkie fanki, ale ją traktował ze znacznym wyróżnieniem, jako że „znali się jak łyse konie”, co nieustannie powtarzał.

Zespół zachował się bardzo miło. Nie ignorowali pozostałych dziewczyn, a jednocześnie sporo czasu spędzili z Moniką i Jess, wypytując o Madzię i sprawy bieżące. Poznali więcej szczegółów na temat wyjazdu na Barbados, a na wyjściu Liam dostał kopertę.

- A to co? – zaciekawił się Niall, zaglądając kumplowi przez ramię.

- Jess was narysowała – skłamała Monia na poczekaniu,  a widząc, że nastolatka chce sprostować, pożegnała się i oddaliła, ciągnąc ją za łokieć.

- Co to miało być? Jakieś sekretne liściki czy co? – zdziwiła się dziewczyna, gdy razem z całą gromadą szły zająć miejsca w sekcji vipów. Niebawem miał się zacząć koncert.

- Można tak powiedzieć. – Monia wzruszyła ramionami. Nie chciała poinformować siostry Natha, że przekazała wrogowi szczegółowe informacje odnośnie terminów odlotów, przylotów i zakwaterowania na Barbadosie. No i fakt że z nim esemesowała też powinien pozostać tajemnicą.

Madzia miała nadzieję, że uda jej się spędzić trochę czasu z Nathem, ale niestety znowu wyszedł z przyjaciółmi. Nie dziwiła się, że chciał nadrobić zaległości, ale miała cichą nadzieję, że wśród tych przyjaciół nie było żadnych dziewczyn. Nie miała zielonego pojęcia, że jej siostra planowała zabawić się w swatkę i połączyć ją z Liamem Paynem.

Z nudów zalogowała się na twittera i napisała wiadomość do Lou, bo był pierwszą osobą, która przyszła jej do głowy. Był online, bo niemal od razu dostała wiadomość zwrotną.

„Witaj, piękna! Właśnie z Harrym o tobie rozmawialiśmy.”

Uśmiechnęła się do własnych myśli. Wymienili jeszcze kilka wiadomości, w których nawet nie spytała o Liama, choć korciło ją, by dowiedzieć się, czy rzeczywiście zszedł się z powrotem z Danielle. Louis marudził nieco, że nie pojawiła się za kulisami, ale rozumiał, dlaczego nie była zbyt entuzjastycznie nastawiona do spotkania z konkurencyjnym zespołem. Życzył jej powodzenia na Barbadosie i prosił, żeby się częściej odzywała. Tak czy siak nie chciała dłużej im przeszkadzać, bo było późno, a oni na pewno byli zmęczeni po koncercie. Kazała Lou pozdrowić wszystkich i położyła się spać.

Jess i Monia wzięły natomiast taksówkę i dojechały do domu, w którym wszyscy leżeli już w łóżkach. Doprowadziły się do porządku i pożegnały na korytarzu. W rękach miały papierowe torby z upominkami (podpisane zdjęcia, breloczki i długopisy z logo zespołu), a na twarzach szerokie uśmiechy.

- Śpisz? – spytała Monia, kiedy potknęła się w ciemnościach o materac i wylądowała na łóżku, na którym spała jej młodsza siostra.

- Już nie… - powiedziała lekko podenerwowana nastolatka.

- To super. Zobacz, co dostałyśmy! – W pokoju rozbłysło światło, ukazując darmowe gadżety.

- Weź to i zgaś światło – nakazała Madzia, nakrywając się na głowę poduszką. – Jutro lecimy na Barbados, wiesz?

- Wiem – powiedziała cicho Monia i położyła się na swoim posłaniu, jako że wcześniej skorzystała już z łazienki.

Czuła na sobie resztki nie do końca zmytego makijażu, ale była zbyt zmęczona, by dokonywać na sobie gruntownego szorowania.

Następnego dnia z samego rana spakowały swoje rzeczy i porozmawiały przez telefon z Jayne, która nie jechała z nimi na Barbados. Wybierały się z Big Kevem i Martinem, menedżerem trasy, którego nie miały okazji jeszcze poznać. Okazało się, że lecą wszyscy razem, a dawne obawy kobiety o rzekome połączenie dziewczyn w pary z Jayem i Nathem poszło w odstawkę. Być może poznała Polki na tyle dobrze, że przestała widzieć w nich zagrożenie, albo uważała, że obecność wielkiego ochroniarza skutecznie zapobiegnie wszelkim romantycznym zapędom? Tego nie wiedziały, ale cieszyły się, że nie będą zdane tylko na siebie.

Po śniadaniu pożegnały się z Beverly i Jess, które wyściskały je i Natha za wszystkie czasy. Samochód przyjechał po nich, wioząc Jaya, Big Keva i Martina, którego wreszcie miały okazję poznać.

Monia żałowała, że sympatyczny kierowca busa z nimi nie jedzie. Wydawał się o wiele fajniejszy niż ci dwaj faceci, ale Madzia przekonała ją, że są spoko. Początkowo mogli przytłaczać swoją osobowością, ale równie dobrze mogło być to spowodowane sporą różnicą wieku, jaka ich dzieliła.

Tom z Kelsey, Max z Michelle i Siva z Nareeshą mieli dojechać na lotnisko we własnym zakresie. Monia cieszyła się, że nie musi jechać samochodu z dziewczyną Sivy, którą dosłownie rozebrała, a Madzia odetchnęła z ulgą, mając świadomość, że Tom, Kelsey i Monia nie znajdą się blisko siebie przynajmniej na razie.

Jay zaczął nucić, kiedy tak mknęli przez trasy Londynu.

- Rocking around the Christmas tree… and the Christmas party HOP!

- Cicho bądź – warknęła Monia, ale zupełnie ją zignorował I kontynuował.

- O co chodzi? – spytał zdziwiony Martin, a Big Kev również nie widział reklamy i spoglądał pytająco to na Natha, to na Madzię, którzy chichotali widząc jak Jay zaczyna tańczyć, a Monia ciska gromy z oczu w jego stronę.

- Cóż, moja siostra niedawno zagrała w świątecznej reklamie – wyjaśniła Madzia, gdy udało jej się przybrać poważny ton.

- O, no proszę! Dlaczego nikt mi tego nie pokazał? – spytał Kevin.

- Wysłałem ci link na twitterze. – Nath machnął ręką.

- No dzięki! Po nim to się jeszcze tego spodziewałam, ale po tobie?! – spytała Monia z oburzeniem spoglądając na Natha, który założył kaptur i zamknął się w sobie.

- Nie ma się czego wstydzić! To fajna pamiątka – słusznie zauważył Martin.

- Fajna czy nie, mam nadzieję, że szybko zniknie z Internetu, bo nie zniosę takich żartów – oznajmiła dziewczyna, wskazując na Jaya, który rękoma właśnie prezentował układ z reklamy.

- Ciesz się, że nie ma tu Maxa, on dopiero byłby złośliwy! – oznajmił Nath.

- Gdyby nie fakt, że jedzie z nim Michelle zamęczyłby cię na śmierć. No ale tak będzie ułożonym tatuśkiem zespołu, więc nie masz się o co martwić – zapewnił Big Kev, uspokajając dziewczynę i zdobywając jej sympatię.

- No to super.

- Nie wiem czy super, jako że on to nagrał, więc nawet jeśli zniknie z Internetu, to… - Jay próbował coś powiedzieć, ale mrożące krew w żyłach spojrzenie Moni sprawiło, że zamilkł.

- Lepiej opowiedz, jak było na wczorajszym koncercie naszej konkurencji. – Nath zmienił temat.

- Super.

- Chyba lubisz to słowo? – spytał Martin, a ona wzruszyła ramionami. Nie mogła się przyznać, że nie czuje się swobodnie i dlatego używa półsłówek. Madzia jak na złość była niebywale milcząca i zamyślona, pewnie myślała o Liamie.

- A ty o czym myślisz? – spytał Jay Maggie, widząc, że zdystansowała się od rozmowy.

- O Barbadosie… - skłamała nastolatka. Tak naprawdę patrzyła przez okno i oglądała w szybie odbicie roześmianego Natha. Tak słodko wyglądał w kapturze na głowie! – Nie wzięłyśmy kremu na słońce.

- Spokojna głowa, ja mam go w nadmiarze. – Jay uspokoił dziewczynę. – Pożyczę.

- To prawda, on ma osobną walizkę do kremu przeciwsłonecznego. I jedną z balsamem kojącym oparzenia. I jeszcze jedną z… - wyliczał z sarkazmem Nath.

- Ostrożności nigdy za wiele. – Wyśmiewany chłopak założył ręce na klatce piersiowej, a Monia rozpromieniła się, widząc, że teraz on jest obiektem drwin.

Dojechali na lotnisko w wyśmienitych nastrojach, które przeminęły dziewczynom, gdy Big Kev oświadczył, że muszą wejść innym wejściem, żeby prasa nie widziała ich razem.

- Pięknie. Po prostu cudownie – warknęła Monia, taszcząc swoją ciężką torbę, podczas gdy jej siostra sunęła z bagażem po ziemi, jako że była bardziej przezorna.

- Och, daj spokój. Ja na przykład nie chcę trafić na okładkę jako kochanka któregoś z nich – powiedziała młodsza z dziewczyn, spoglądając na tablicę odlotów w celu rozeznania się w sytuacji.

- No z grubym Kevinem ani Martinem to pewnie że nie chcesz.

- Głupia. W ogóle nie chcę. Te gazety od ciebie będą nade mną wisiały do końca życia.

- Głupoty gadasz, fajna pamiątka. – Monia wyrwała siostrze bilety i karty pokładowe, by przyspieszyć obrót spraw.

Razem rozgryzły, do których wrót mają się udać. Zdały bagaż i stanęły w długiej kolejce do odprawy celnej, która przesuwała się niebywale wolno. Chłopcy z The Wanted mijali je ze swoimi dziewczynami (oni wszędzie wchodzili bez kolejki jako celebryci), co bardzo rozwścieczyło Monikę.

- Nie no, to jest przegięcie – powiedziała, kiedy ujrzała ich po drugiej stronie barierki.

- Co się stało? – zaciekawiła się Madzia i spojrzała w stronę Toma, który już z daleka się do niej szczerzył. Pomachała w jego stronę.

- No idą bez kolejki, a ci debile kazali nam iść innym wejściem, żeby nas prasa nie przyłapała. I teraz zapuszczamy tu korzenie, podczas gdy oni zaraz będą w samolocie. Pewnie lecą pierwszą klasą… - narzekała starsza z sióstr.

- Oj, przestań i nie marudź! Jedziemy w końcu na Barbados, no nie? Czy to nie powód do radości? – Madzia uśmiechnęła się szeroko, widząc, że Max, który je mija, do niej macha.

- Nie. Ja tam jadę do roboty, zresztą, będzie kurewsko zimno, tfu, gorąco i szlag mi wczasy strzeli. – Monia założyła ręce na piersi, a widząc, że kolejka nieco się przesunęła, zrobiła krok do przodu, ale tak niefortunnie, że uderzyła się i zaklęła, kiedy poczuła ból w palcu. – I super, jeszcze sobie palec złamię!

Nath, Jay i Siva z Nareeshą również ich minęli i teraz oglądały tylko tyły ich głów.

- Samolot bez nas nie odleci – powiedziała Madzia, widząc jak jej siostra po raz kolejny wzdycha ciężko.

- No a by kuźwa spróbował! – po raz kolejny zaklęła Monia, a młodsza siostra, jako że nie miała siły zwracać jej uwagi, zamilkła.

Rzeczywiście siedziały w innej klasie niż chłopacy, co sprowadziło je na ziemię, mimo iż szybowały tysiące kilometrów w górze. Były zwykłymi kopciuchami, które tylko przez przypadek miały życiową szansę, co nie oznaczało, że znajdowały się na tym samym poziomie co ludzie, dla których pracowały.

Nath co chwilę przysyłał Madzi smsy zapraszające do pierwszej klasy, co niebywale ją denerwowało, dlatego z ulgą przyjęła komunikat stewardessy o wyłączeniu telefonów.

- Co on ci tam pisał? Miłosne wiadomości? – spytała Monia, poprawiając się na siedzeniu i denerwując się, że siedzi tak daleko od okna.

- Głupie żarty. – Madzia machnęła ręką. – I też zaczął mnie denerwować fakt, że ja siedzę tutaj, a oni w pierwszej klasie.

- My siedzimy tutaj – poprawiła starsza siostra. – I nie mamy nic do żarcia, a zapewne długo będziemy lecieć.

- Wiesz, że nawet nie wiem, jak długo…

- Tak czy siak będę głodna.

- Ale przecież jesteś nadziana, gwiazdo reklamy! – zaśmiała się Madzia. – No i sprzedałaś konsolę Zayna, więc w sumie mogłabyś sama sobie opłacić wyjazd…

- Hej, tylko bez takich! Bo jeszcze ten cały Martin to podchwyci i będę musiała wyłożyć z własnej kieszeni.

- Nie, oni nie są tacy – zapewniła Madzia.

- Tak. I to nie oni zajadają krewetki w pierwszej klasie, podczas gdy my dostajemy to gówno. – Monika wskazała głową na wózek stewardessy, na którym na plastikowych tackach leżało coś, co miało przypominać kotleta i ciapka puree.

- No przynajmniej wiemy, że nie dadzą nam tu umrzeć z głodu. – Madzia nadal szukała pozytywów.

Jedzenie podano im godzinę po odlocie, a obsługa poinformowała je, że na Barbados leci się niecałe 6 godzin. Potem miały być kanapki i ciepłe napoje, ale póki co zadowoliły się butelkowaną wodą. Wszystko, co chciały zamówić dodatkowo było płatne. Ale nie chciały. W spokoju wyczekały lądowania i z ulgą stanęły stopami na ziemi.

Uderzyła ich fala ciepła rzędu 24 stopni. Zanim zdały bagaż, wepchnęły do niego kurtki zimowe, bo zdawały sobie z tego sprawę, więc nie wyglądały zupełnie śmiesznie. Ale ich rozdziawione japy, które nie ogarniały tego, co je otaczało, jasno świadczyły o fakcie że były tu obce.

Były na Karaibach.
 
~*~
 

13 komentarzy:

  1. Kocham ten rozdział ! Współczuję z powodu choroby :c Nareszcie jest coś o One Direction i Liam...czekałam na to :D Monika mnie rozwala po prostu ^.^

    OdpowiedzUsuń
  2. haha poradnik pana domu dla natha haha
    o ja pierdziele sonda dotycząca natha i liama
    biedny nath musiał wyjść tak się biedny zaksztusił
    czyli madzia jest niezdecydowana z jednej strony leci na natha a z drugiej ciągnie ją do liama hmm
    ciekawe jak się to zakonczy
    weny i wracaj do zdrowia =D
    P.S. u mnie nowy rzdz zostałam przy http://warzone-opowiadanieothewanted.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. OOO tak One Direction :D Czyżby Monika swatała Magdę i Liam'a razem z Louis'em? :D Podoba mi się to! Oby ten zapowiadany pocałunek Magdy był z Liam'em. Odcinek cudowny jak zawsze:** Czekam na kolejny!

    OdpowiedzUsuń
  4. super rozdział :) zresztą jak każdy :) w porównaniu do innych pisze krótkie komentarze ale po przeczytaniu tak mi się podoba że brak mi słów do opisania dlatego nie opisuje co mi się podobało bo musiałabym skopiować cały odcinek :) wracaj do zdrowia szybko :)

    OdpowiedzUsuń
  5. No,no widzę,że Nathan musi być konkretnie zazdrosny o Madzie,skoro naleśnik ugrzązł mu w gardle po tym jak się dowiedział o telefonach od Liama haha:D Jak jest zazdrosny,jest taki słodki<3 W dodatku ten prezent od Jess który dostał był boski:)Oni obydwoje tak sobie słodko dożerają:)Max w roli tatuśka zespołu haha,chciałabym to zobaczyć:D Obstawiam,że pewnie i tak zmolestuje ucho Moniki gdy tylko się spotkają:D
    A pro po Moniki widzę,że będzie bawić się w swatkę;)Zobaczymy co tego wyniknie:)Znając Monikę,na pewno coś śmiesznego^^
    Czekam już na następny bo wiem,że warto:)
    P.S.Wracaj szybko do zdrowia;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetny.
    Ciekawe co wyniknie z planu Moniki, by wyswatać Liama i Madzię.
    I co się będzie działo na Barbadosie, na pewno będzie ciekawie.
    Czekam na następny.
    No i wracaj szybko do zdrowia. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. O MY GOD! Wróciłam dzisiaj pdnięta z zakupów i miałam dość calego świata, a ty mi tym rozdzialem humor poprawiłaś. Nawet nie wiesz jaką mam w tej chwili zaciesz. Monika jako swatka? Troche boję się rezultatu. Nathan miał fantastyczny perezent^^. No, a kiedy ten wymarzony pocalunek i z kim, hę? Oby z Nathanem. I z Liamem. Ugh... nie umiem się zdecydować. Rozdział fantastyczny, że aż zabrakło mi słów. Czego nie udawadnia komentarz. No ale coz mam poradzic, że kocham twoje pomysły? Wracaj do zdrowia jak najszybciej i tak samo życze sobie rozdział. Zdrowia!!!

    OdpowiedzUsuń
  8. Sama jestem chora i wiem co przechodzisz. Fantastyczny rozdział poprawił mi humor w chorobie. No i w czytaniu lektury... Prezent, który dostał Nathan mnie rozwalił. Pozdrawiam wszystkich chorowitków.

    OdpowiedzUsuń
  9. [SPAM]
    http://onedirection-opowiadaniee.blogspot.com/
    http://onedirection-opowiadaniebyklaraii.blogspot.com/ - wpadniesz pokomentujesz ? ; > Będziemy wdzięcze .

    OdpowiedzUsuń
  10. Jeeej! Banan mi z twarzy nie schodzi :D Świetny rozdział! Dzięki za dedykację i za odpowiedź :) Rozdział świetny jak zawsze i czekam na kolejny.

    OdpowiedzUsuń
  11. Sjema!!! :D
    Przepraszam że tamtych rozdziałów nie skomentowałam, ale teraz będę pewnie tak jakoś nieregularnie komentować bo nie zawsze mam czas... :/
    Nath "Był nieogolony i wyglądał jakby właśnie przeczołgał się przez poligon, ale w ogóle się tym nie przejmował." Może i tak, ale i tak był boski. ;3
    Naleśniki będą zimne!!! Skandal! ;D
    Ta czapka, którą Nathan dostał w prezencie... po prostu genialna! :>
    "Żebyś zawsze pamiętała, że masz dwa domy." - awww, jakie to słodkie. :3 Kochany Nathuś. ;)
    Prezent od Moni: gazety!:p I to nawet nie kupione, tylko od Kuby! ;p
    Też bym chciała sobie pospać do pierwszej, jak Magda. Ostatnio wstaję około 11. ;D
    "w sondażach czytelnicy magazynu uznali, że pasuje do Liama w 82 %." - pff... A ja mówię , Ze Madzia pasuje do Nathana. Ci czytelnicy są jacyś dziwni... albo to ja taka jestem... ;p
    "Misja wyswatać siostrę rozpoczęta." - najpierw Jay się bawi w swatkę, teraz Monika... co to będzie? ;)
    "Harry, tym razem ubrany, jak miło!" - jebłam! :D
    JayBird tańczący na siedząco, no ciekawe. ;D Niedawno ja z moją kumpelą próbowałyśmy na siedząco tańczyć "Gangnam Style". o_O ;p
    Jay "ma osobną walizkę do kremu przeciwsłonecznego. I jedną z balsamem kojącym oparzenia. I jeszcze jedną z…" z jaszczurką! ;p
    Ogółem rozdział jak zawsze wspaniały!
    Czymaj sie!!!
    Next :***

    OdpowiedzUsuń
  12. fajny ten twój blog :)
    miałabys ochotę zajrzeć do mnie? miło by było gdybyś zostawiła po sobie komentarz :))

    OdpowiedzUsuń
  13. O matko! Kocham!
    Zazdroszczę Ci talentu! Podziel się *.*.
    Chcę tak pisać! Kurde dziewczyno jestem twoją fanką numer jeden :D
    Umiesz wzbudzić u każdego emocje! Przez co ja chce kolejny i kolejny i wiele wiele innych.
    Pisz szybko bo nie wytrzymam!
    Weny i mam nadzieję, że rozdział pojawi się szybko!

    [http://storywith--thewanted.blogspot.com/]

    OdpowiedzUsuń