piątek, 3 maja 2013

Podziękowania


Dziękuję Wam, kochane czytelniczki!

Pod koniec sierpnia 2012 zaczęłam umieszczać opowiadanie, które powstawało od grudnia 2011. Szmat czasu i godziny pracy. Setki stron dokumentów w Wordzie. 37 obserwatorów, 107 postów 1191 komentarzy i ponad 40 tysięcy wyświetleń! Nie śniłam nawet o takich statystykach, a jednak dokonałyście niemożliwego i sprawiłyście, że kreowanie tego fanowskiego świata fantazji nie wydawało się beznadziejne.

Chciałabym podziękować każdej z Was z osobna, ale zajęłoby mi to sporo czasu, którego niestety mam jak na lekarstwo, a więc ograniczę się do ogólników.

Dziękuję tym, którzy czytali opowiadanie jeszcze na kotku i pozostali ze mną mimo trudnych początków do samego końca.

Dziękuję tym, którzy przeczytali wszystkie rozdziały, nawet te nudne jak flaki z olejem, albo długie jak "Katarynka".

Dziękuję tym, którzy dołączyli w toku opowiadania i nadrobili wszystko, choć było tego sporo, czasami ślęcząc po nocach.

Dziękuję tym, którzy zaakceptowali moje decyzje dotyczące losów postaci, mimo iż często zdania były podzielone.

Dziękuję tym, którzy czytali lub komentowali partyzancko, z doskoku, tak żeby poprawić mi humor.

Dziękuję tym, którzy czytali w ukryciu i nic nie napisali. (Jeśli nie ma się nic miłego do powiedzenia, to lepiej trzymać język za zębami :P).

Dziękuję anonimom, w szczególności tym, którzy się podpisywali, ale i tym, którzy woleli pozostać zupełnie anonimowi. Również tym anonimowym osobom, które komentowały kilka razy, abym pomyślała, że to kilka osób i wcześniej wstawiała rozdział (tak, rozgryzłam to, ale to miłe).

Dziękuję tym, którzy czytali na znak zobowiązania za to, że ja czytałam ich dzieła, a nawet tym, którzy komentowali tylko wtedy, kiedy sami dodawali nowy rozdział i oczekiwali zrewanżowania.

Dziękuję tym, którzy byli cierpliwi i nie zniechęcili się, kiedy ja nie komentowałam ich blogów systematycznie.

Dziękuję za to, że czekacie na kontynuację. Będę bardzo szczęśliwa, jeśli zostaniecie ze mną, nawet jeśli nie "dostałyście roli".

Po prostu dziękuję za słowa wsparcia, niekoniecznie zasłużone komplementy pod moim adresem i to, że mimo iż nie znam żadnej z Was osobiście, naprawdę wierzę, że jesteście świetnymi dziewczynami i życzę Wam mnóstwo weny i pasji w życiu oraz spełnienia marzeń. Mam nadzieję, że choć w znikomych momentach udało mi się dostarczyć Wam rozrywki, a nie tylko zobowiązania. Ufam, że choć raz na Waszych twarzach pojawił się uśmiech (i to nie ulgi, że rozdział wreszcie jest krótki) lub łza wzruszenia (choć to akurat jest mało prawdopodobne). Oby czas spędzony wspólnie nie był w Waszym odczuciu stracony. Ja wiem, że dzięki Wam zyskałam wiarę we własne możliwości i w to, że jednak coś w życiu potrafię.

Na zawsze wdzięczna,

Jaycee.

PS. Miło byłoby, gdybyście pod tym postem napisały, co najlepiej wspominacie z opowiadania, będę wiedziała na czym skupić się przy kontynuacji.

niedziela, 28 kwietnia 2013

Rozdział 100 - "Happy end?"

Bez zbytniego zwlekania wstawiam ostatni rozdział, który dedykuję wszystkim, którzy kiedykolwiek tu zbłądzili i się zaczytali :)

Dziękuję Wam za wszystkie komentarze i wejścia. Jesteście wspaniałe! Obszerniejszą notkę pochwalną na Waszą cześć dodam po majówce, kiedy to zaproszę Was do czytania kontynuacji.

Miłej lektury! :*



W tym rozdziale Nath zamierza walczyć o uczucia Madzi.

~*~
O ile Madzia w myślach nie raz nazywała Natha bałwanem, o tyle w życiu nie spodziewałaby się, że wychodząc rano do szkoły, na trawniku przed blokiem zostanie zaskoczona i o mało nie dostanie zawału. Bałwan, który dziwacznie drgał na zimnym wietrze poruszył się bowiem jeszcze bardziej, kiedy przechodziła koło niego i zawołał ją po imieniu.

- Meggs!

- Aaaa!!! - wrzasnęła, czując jak coś, co jeszcze przed chwilą było bałwanem, rzuca się na nią i przytula ją, mocząc jej kurtkę od roztopionego śniegu. - Nath?

Kiedy bałwan zaczął otrzepywać się ze śniegu, dojrzała dokładnie jego twarz i rozpoznała swojego byłego chłopaka. Samoistnie uśmiechnęła się szeroko.

- Cholera, ale zimno!

- Czy ty sterczałeś tutaj całą noc... jako bałwan?

- Nie, to by było niemądre. Sterczę tu od siódmej, bo nie wiedziałem, na którą idziesz do szkoły.

- I zrobiłeś z siebie bałwana?

- Z niewielką pomocą dwóch panów, którzy opróżniali tu kubły na śmieci. Musiałem pokazać im na migi, o co mi chodzi, bo nie znali angielskiego, ale kiedy wyciągnąłem nieco funtów... od razu się zrozumieliśmy.

- Cóż, tacy są Polacy. A co tutaj robisz?

- Czekam na ciebie.

- Dlaczego w "przebraniu bałwana"? I dlaczego jesteś w Polsce? I dlaczego... Jezu, tyle pytań, nie wiem, od czego zacząć.

Madzia zakryła sobie twarz dłonią. Miała przed sobą przemoczonego piosenkarza, który szczękał zębami i który odzywał się do niej normalnie po raz pierwszy od dawna. Nie widziała go od tygodnia i teraz czuła, jakby serce miało wyskoczyć jej z piersi. Był mroźny poranek, słońce jeszcze nie wzeszło, a ona już teraz wiedziała, że w szkole nie będzie mogła się skupić.

- Postanowiłem cię zaskoczyć - wyjaśnił Nath, wyrywając ją z rozmyślań.

- I niewątpliwie ci się udało. O mało nie dostałam zawału. Dlaczego jesteś tutaj? Nie powinniście być w Ameryce?

- Chłopaki lecą tam dzisiaj razem z twoją siostrą, ale ja musiałem najpierw zobaczyć się z tobą. Nie uwierzysz, z kim sobie porozmawiałem.

- Będę strzelała. Z Dionne?

Spojrzała na niego naburmuszona i założyła ręce na piersiach.

- Och, Meggs. Nawet nie wiesz, jak mnie cieszy ta nuta zazdrości w twoim głosie! - roześmiał się chłopak.

W takim Nathanie się zakochała, dlaczego teraz do niej wracał, kiedy postanowiła, że o nim zapomni i uczyni pożytek z upływającego w realnym świecie czasu?

- Nath, nie mam pojęcia, o co ci chodzi. Mów, po co przyjechałeś. Muszę jechać do szkoły.

- Och... przepraszam. Tylko... tak strasznie mi zimno... Pomysł z tym bałwanem nie był trafiony.

Był bardzo trafiony, ale nie zamierzała go informować, że w języku polskim ma to o wiele większy sens.

- Nath... - powiedziała, wzdychając ciężko, by dać mu do zrozumienia, że się niecierpliwi.

On najwyraźniej dawał jej do zrozumienia, że chciałby wejść do jej mieszkania i się ogrzać i wysuszyć, ale nie zamierzała robić nic, dopóki nie wyjaśni jej intencji tej wizyty.

- Liam wszystko mi powiedział - wydusił w końcu chłopak.

- Liam?

- Tak, Payne! Wyobraź sobie, że chłopaki wypruwali sobie żyły, by mnie przekonać do interwencji, a ja uległem dopiero po rozmowie z nim.

- Jakiej interwencji, o czym ty mówisz?

- Miłosnej, oczywiście! - oświadczył.

Jakaś sąsiadka z psem zmierzyła ośnieżonego chłopaka, który mówił w obcym języku i żywo gestykulował, by ukryć fakt, że cały się trzęsie z zimna.

Nastolatka spojrzała na niego zszokowana. Zamrugała kilka razy oczami, bo nie wiedziała, czy jeszcze się nie obudziła, czy Nath rzeczywiście oświadczał jej, że jest tu na miłosnej interwencji.

- A w jakiej sprawie interweniujesz? - spytała z przekąsem, zakładając sobie ręce na piersiach.

- W naszej, oczywiście. Byłem idiotą, dupkiem, debilem. Wiem, że często się do tego przyznaję, a potem i tak do tego wracam, ale... koniec z tym. To wszystko moja wina. Nie powinienem całować Dionne, niezależnie od tego jak bardzo byłem na ciebie zły.

- Cóż, ja powinnam być z tobą szczera.

- Czy my... rozmawiamy? Normalnie? - spytał rozbawiony chłopak.

- Na to wygląda. Ale nie chwalmy dnia przed wschodem słońca.

- Słuszna uwaga... A więc usiłuję ci powiedzieć, że...

Słowa Natha przerwał pies, mały kundel sąsiadki, który zaczął uporczywie szczekać tuż przy jego nodze. Nie potrafił się skupić. Spojrzał na kobietę, która kręciła się obok, zaintrygowana tym "egzotycznym gościem".

- Mogłaby pani? - zapytał Nath po angielsku i znacząco spojrzał na kundla. - Ja tu próbuję dokonać deklaracji uczuć.

Kobieta nie zrozumiała ni joty z tego, co powiedział, ale domyśliła się, że ma opanować psa i to też zrobiła. Madzia natomiast zdębiała. Deklaracja uczuć? Znowu? No tak, po co inaczej jechałby do niej taki kawał drogi?

Kiedy chłopak wziął jej dłonie w swoje, poczuła jak ciepło rozlewa się po całym jej ciele.

- Zdaję sobie sprawę, że słaby jestem w te klocki, ale... mam nadzieję, że docenisz fakt, że zrobiłem z siebie bałwana po to tylko, by zobaczyć twój uśmiech. bo nie mogę bez niego żyć. Nie mogę żyć bez ciebie. Głupi jestem, że pozwoliłem, by to Liam mi to uświadomił, ale... chcę już zawsze być z tobą. Myślisz, że mogłabyś spróbować?

- No nie wiem, Nath. Boję się, że się roztopisz.

Roześmiał się szczerze, zdając sobie sprawę, że jest skora do żartów. Przygarnął ją do siebie i złożył na jej ustach delikatny pocałunek, a ona zarzuciła mu ręce na szyję i dała mu się unieść nad ziemię, tak że zawirował z nią kilka razy w kółko. Na nieszczęście był zmarznięty i zmęczony, a ona miała dodatkowy balast na plecach w postaci plecaka, więc szybko stracili równowagę i wpadli w równą zaspę śniegu, która leżała przy chodniku.

Spojrzeli na siebie zszokowani, ale szybko wybuchli śmiechem.

- Jesteś niemożliwa! - odezwał się chłopak, odgarniając jej włosy z twarzy, kiedy tak leżała, przygniatając go całym ciężarem.

- Ja? To ty dałeś ulepić z siebie bałwana! Jakkolwiek dziwnie to brzmi.

- Ale to ty lądujesz na mnie po raz enty od początku naszej znajomości.

- I zamierzasz z tego powodu narzekać?

- Nie. Zamierzam się tym cieszyć - oznajmił z uśmiechem i ponownie ją pocałował.

Wszystko wskazywało na to, że po długich zawirowaniach nawrócony Bałwan i Kopciuszek wreszcie zrozumieli, że są dla siebie stworzeni i nie ma innego wyjścia jak to, żeby byli razem.

- Meggs...? - odezwał się nagle on.

- Tak?

- Nie chcę być niegrzeczny, ale... czy jest szansa, że mogę się ugrzać u ciebie?

- Och, tak! Oczywiście!

Szybko zreflektowała i wstała z zaspy, otrzepując się ze śniegu. Jej rodziców nie było w domu, bo wyszli krótko przed nią do pracy, by uniknąć korków. Otworzyła zamaszystym gestem drzwi do swojego skromnego mieszkania.

- Nie są to królewskie warunki, jak widać, ale... dla Kopciuszka wystarczą.

- Ja uwielbiam Kopciuszka - rozpromienił się Nath.

- Nawet jeśli szklane pantofelki są na niego za małe?

- Nawet jeśli będę musiał go nosić, żeby jego zacne stópki nigdy więcej nie dotknęły ziemi.

- Cóż, z tym nie będzie problemu. Kiedy jestem z tobą, czuję się jakbym bujała w obłokach. To znaczy... kiedy przeżywamy te dobre chwile.

- Od teraz będą tylko takie - zapewnił ją Nath i przytulił ją mocno do siebie.

- Zobaczymy, zobaczymy. Ciekawe, jak wywiążesz się ze swoich obowiązków.

- Powiedziała "pani obowiązkowa", która powinna teraz być w drodze do szkoły - zachichotał Nath.

- A co ja poradzę, że mnie bałwan napadł?

Spojrzeli na siebie i się szczerze roześmiali. On poszedł do łazienki się wysuszyć. Bagaż podręczny miał ze sobą, więc założył suche skarpetki i poczuł się znacznie lepiej. Dziewczyna zaparzyła im po kubku gorącej herbaty i usiedli w salonie, by przez okno obserwować wschód słońca.

- Cóż, Barbados to nie jest, ale widok całkiem znośny - oświadczyła, wskazując głową panoramę, którą mieli przed sobą.

- Wiesz, na Barbadosie nie byłem w stanie zwracać uwagi na piękno przyrody, bo liczyłaś się tylko ty. Teraz, rok później, niewiele się zmieniło.

Spojrzała na niego ze śmiechem i przysunęła się bliżej, by mógł ją szczelniej objąć. Miała szczerą nadzieję, że jej rodzice nie wrócą wcześniej z pracy i nie zepsują im romantycznych chwil. Jego telefon raz po raz dzwonił, ale wyłączył go, żeby im nie przeszkadzał. Kiedy w końcu nacieszyli się sobą, musieli wrócić na ziemię, do rzeczywistości.

- Jutro musisz być w Ameryce - powiedziała ona. - Musimy jakoś rozplanować ten związek na odległość.

- Jaki związek na odległość? Jestem tu, przy tobie i nigdzie się stąd nie wybieram. Kiedy wylądowałem rozpoznały mnie tylko trzy dziewczyny, a jedną z nich byłaś ty. Dla mnie to więcej niż raj.  Nie obchodzą mnie żadne nagrody, bo dla mnie ty jesteś najważniejszą nagrodą, którą wygrałem.

- Jakkolwiek słodkie i romantyczne są te słowa... czy ty serio nie zamierzasz jechać do L.A.?

Dziewczyna odsunęła się od swojego chłopaka i spojrzała na niego zszokowana. Wzruszył ramionami.

- Po co ja tam? I tak pewnie nie wygramy. Choć jednym z moich dwóch postanowień noworocznych było zdobycie jakiejś dużej nagrody muzycznej. Chłopaki zrozumieją.

- Musisz tam być!

- Uuu... zaczyna się pokazywanie, kto tu nosi spodnie, co? Monica też daje Jayowi ostro w kość - roześmiał się Nath.

- Nie, ja mówię serio. Jak to sobie wyobrażasz? Co będzie, jeśli wygracie, a ciebie nie będzie, by się tym cieszyć?

- Wolę się cieszyć tobą. Za dużo czasu zmarnowaliśmy.

- No to nie traćmy go więcej. Pojadę z tobą.

Spojrzał na nią zdziwiony.

- Tak! Nie przegapię tak ważnego wydarzenia. Nie możesz zrezygnować z marzeń.

- Ty jesteś moim marzeniem - zapewnił.

- Och, przestań się podlizywać, Sykes! - Madzia dała chłopakowi kuksańca dla żartów, a on ją pocałował.

- Nawet nie wiesz, jak bardzo cię kocham.

- Nie bardziej niż ja ciebie.

- Bardziej niż ja już nie można.

- Cóż, nie będę się kłócić.

Dwie godziny później byli zwarci i gotowi do drogi. Ona spakowała najpotrzebniejsze rzeczy i zadzwoniła do mamy, by poinformować ją o wyjeździe. Oczywiście nie dostała na niego pozwolenia, był w końcu środek tygodnia szkolnego, a ona dopiero co wróciła, ale... miłość wymagała czasem szalonych czynów i tak też Madzia z Nathem zamierzali postąpić.

Niestety kiedy jechali taksówką na lotnisko, a chłopak włączył telefon, odsłuchał wiadomość od Jaya, który informował go, że ze względu na warunki pogodowe wszystkie loty są odwołane. Śnieg sypał niemiłosiernie, a z radia w taksówce dowiedzieli się też, że nawet pociągi nie kursują, bo zasypało tory.

- I jak my teraz dolecimy do Anglii? - spytał chłopak Madzię, która zakryła sobie usta dłonią i myślała nad czymś uporczywie.

W końcu wpadła na pewien pomysł, który wymagał od kogoś wyrzeczeń, ale liczyła na pomoc mimo wszystko.

- Szofer wita! - roześmiała się Karolina nieco później, odbierając zakochanych spod lotniska, z którego nie wylatywały żadne samoloty. - Witam gołąbeczki!

- Życie nam ratujesz.

Madzia wpakowała się na przednie siedzenie starego auta, a Nath musiał zadowolić się miejscówką z tyłu między kocami a porozrzucanymi ubraniami, które właścicielka samochodu wrzuciła tam w pośpiechu, kiedy dowiedziała się, że będzie robić za transport.

Karolina obawiała się przejazdu Eurotunelem pod Kanałem La Manche, który łączył Francję i Wielką Brytanią, a który miał 50 km długości, podczas których byli zdani na łaskę i niełaskę wahadłowych pociągów, do których wstawiane były wszystkie auta. Sam fakt, że musiała samochodem zawieźć dwójkę nastolatków aż do Francji był tak abstrakcyjny, że nie miała pojęcia, jak udało jej się tego dokonać.

Na szczęście wszystko przebiegło pomyślnie i po nieco ponad dwunastu godzinach ciężkiej jazdy w ciężkich warunkach pogodowych, podczas której Nathan ją zmienił, zajechali bezpiecznie na Wyspy.

- Nie wierzę, że żyjemy - oświadczyła z ulgą Karolina.

- Dzięki, że mówisz dopiero teraz, że istniała szansa, że byśmy zginęli - parsknął Nath, ale nie było to złośliwe.

Był bardzo wdzięczny dziewczynie, że zawiozła ich taki kawał, ale chciał się z nią pożegnać i gdyby nie znaczące spojrzenie Madzi, która dawała mu do zrozumienia, że wypadałoby zabrać szofera ze sobą, powiedziałby Karolinie "Arivederci" na lotnisku, z którego mieli lot do L.A.

Wszystko jednak wydawało się układać po ich myśli. Kupili Karolinie walizkę, do której wrzuciła swoje ubrania i zostawili na parkingu jej grata, choć sama stwierdziła, że lepiej wyszłoby jej gdyby za pieniądze za pilnowanie wozu kupiła sobie nowy. Dwie godziny później siedzieli w samolocie do Ameryki, a Karolina nie wierzyła, że to dzieje się naprawdę.

Madzia i Nath robili do siebie maślane oczka, przez co robiło jej się ciepło na sercu, ale i smutno, że ona nie ma perspektyw na podobne uczucie. Max ją zauroczył, ale nie czuł tego samego co ona. Musiała żyć wspomnieniem, które i tak było mgliste, bo w sylwestrową noc wypiła sporo alkoholu, żeby dodać sobie odwagi i stać się swobodną. Cóż, najwyraźniej za bardzo swobodną, ale wtedy nie myślała przecież o ewentualnych konsekwencjach upojenia alkoholowego.

Wszyscy odchodzili od zmysłów i kiedy zobaczyli, że Nath i Maggie przybyli cali i zdrowi (w dodatku trzymając się za ręce), wydali z siebie głośne "och". Ucieszyli się też na widok Karoliny, która uratowała sytuację, a radości nie było końca, kiedy zgarnęli nagrodę People's Choice Award dla debiutu roku. Wszyscy byli wniebowzięci i na after party mieli co oblewać.

- Zdajecie sobie sprawę, że istnieje duże prawdopodobieństwo iż wszystko zakończy się dla wszystkich happy endem? - spytał rozradowany Seev.

- I niech zgadnę, ty to przewidziałeś tak? - prychnął Tom, a Kelsey dźgnęła go łokciem.

- Trochę wiary w miłość!

- No ale kiedy to już jest przesada!

Chłopak wskazał głową Monikę i Jaya, którzy nie mogli się od siebie odkleić. Madzia się roześmiała.

- Niech się całują. Za pięć minut prawdopodobnie moja siostra mu przyłoży.

- Rzeczywiście będzie miał z nią ciężko - westchnął Max.

Monika akurat odkleiła się od Jaya, by zerknąć na swoją przyjaciółkę, która biernie brała udział w konwersacji, w rzeczywistości cały czas spoglądając na Maxa.

- Czy ty myślisz o tym co ja? - spytała rudowłosa swojego chłopaka.

- Że pora wynająć pokój?

Jayowi zaświeciły oczy, a ona pacnęła go w ramię, które rozmasował.

- Nie! Mówię o wyswataniu Karoliny i Maxa.

- Serio? Jeszcze się nie nauczyłaś, że to nie niesie za sobą nic dobrego?

- A my to co? Max się nie poddawał i w końcu dokonał niemożliwego. - Dziewczyna wzruszyła ramionami.

- Od początku było wiadomo, że prędzej czy później mi ulegniesz.

- Ulegnę? Czy ty chcesz sobie nagrabić?

Podniesione głosy Moniki i Jaya sprawiły, że Max spojrzał znacząco na swoich towarzyszy.

- Jakieś zakłady, kiedy Brukselka go wykończy?

Madzia i Karolina wyglądały na oburzone, mimo iż Jay i Monika w ogóle nic sobie z tego nie robili i kłócili się dalej o to, czy swatanie ich przyjaciół jest dobrym pomysłem.

- Hej, to moja siostra!

- I moja przyjaciółka!

- Nasza też. - Max wyszczerzył zęby.

- To ile im dajemy, zanim się pozabijają?  - dorzucił Tom.

Wszyscy roześmiali się szczerze. Madzia siedziała przytulona do Natha, Kelsey do Toma, Nareesha do Sivy... Dla kontrastu Jay i Monika właśnie się kłócili, ale chyba właśnie taka była dynamika ich związku.

- Wysłałem fragment powieści twojej siostry do wydawnictwa, które zaproponowało jej pracę - oświadczył nagle Max, dumnie prężąc pierś. - I jeśli nie doprowadzi do żadnego pożaru, ma zapewnione miejsce w Wielkiej Brytanii.

- To świetnie! - rozpromieniła się Madzia.

- Zero zazdrości?

Max spojrzał na nią podejrzliwie, a ona pokręciła głową.

- Koniec z tym. My Polki musimy się trzymać razem.

Nastolatka spojrzała na Karolinę, która uśmiechnęła się szeroko. Zapanowała chwila ciszy, podczas której towarzystwo mogło wsłuchać się w kłótnię Jaya i Moniki, która zeszła teraz na nieco inne tory.

- To może ja sobie wytatuuje całe ramię, co? - pytała ona.

- Wyglądałabyś uroczo.

- Ja nie wyglądam uroczo.

- Jak się złościsz, to wyglądasz.

- Och, ja przez ciebie oszaleję!

- I żeby temu zapobiec, proponuję właśnie w tym momencie iść wynająć pokój. - Jay wyszczerzył zęby w uśmiechu.

- Chciałbyś - prychnęła ona, a on jak gdyby nigdy nic wstał, przerzucił ją sobie osłupiałą przez ramię i zaczął mijać towarzystwo.

- My już powiemy dobranoc - powiedział na odchodnym.

Monika wierzgała nogami, ale widać było, że nie za bardzo przeszkadza jej zaistniały stan rzeczy.

- I tak się kończy praca swata doskonałego! - zawołał za nimi Max, a Jay postawił na chwilę Monikę na ziemi i spojrzał na kumpla.

- I na ciebie przyjdzie pora, kowboju - powiedział enigmatycznie i kiedy Monika próbowała mu się wymknąć i wrócić do towarzystwa, wziął ją na ręce i zaczął się oddalać.

- No... to było urocze, ale my musimy was przeprosić - oświadczył nagle Nath.

- Też idziecie do pokoju? - zachichotała Ree, a Madzia spojrzała na swojego chłopaka zszokowana, ale on pokręcił głową.

- Nie, mamy coś do nadrobienia.

Dziewczyna była zaintrygowana, co też takiego Nath zaplanował. Pozwoliła mu zawiązać sobie oczy i prowadzić się na zewnątrz. Zimne powietrze owionęło jej sylwetkę. Chłopak podsadził ją i pomógł jej się usadowić na jakimś podeście, a następnie usiadł obok i przykrył ją i siebie kocem. Wtedy zdjął jej z oczu opaskę i ujrzała, że siedzą w dorożce.

- Dokąd, sir? - zapytał dorożkarz uprzejmie, uchylając cylinder, który dumnie sterczał na jego głowie.

- Do gwiazd.

Odpowiedział Nath i szczelnie otoczył swoją dziewczynę ramieniem.

- Myślisz, że ten pan będzie wiedział, gdzie to jest? - spytała rozbawiona Madzia.

- Wie, bo mu to wytłumaczyłem.

- W takim razie dziękuję za tę wspaniałą niespodziankę.

- Ale to jeszcze nie koniec.

Nath był tajemniczy i uśmiechnięty od ucha do ucha. W milczeniu przytulał Madzię, kiedy dorożka zawiozła ich w miejsce niewielkiej altany w środku opuszczonego parku, całej ustrojonej w pomarańczowe lampiony, które przyczyniły się nie tak dawno temu do ich pierwszego pocałunku.

- Na każdym możesz wypisać dowolne życzenie, a ja dopilnuję, żeby się spełniło - wyszeptał jej do ucha Nath, kiedy pomógł jej wysiąść z dorożki, a ta odjechała.

- Nie przestajesz mnie zaskakiwać.

- A mam jeszcze trochę asów w zanadrzu.

- Aż się boję - zachichotała dziewczyna. - Tylko nie wiem, czego mogłabym sobie życzyć. W tej chwili mam wszystko.

Jak na zawołanie w powietrzu dostrzegła pokaz fajerwerków, które wywołały jeszcze szerszy uśmiech na jej twarzy.

- Właśnie tak się czuję, kiedy jestem z tobą - oświadczył Nath i wyciągnął coś z wewnętrznej kieszeni marynarki.

- Co to? - zaintrygowała się Magda, widząc plik cienkich książeczek.

- Oferty szkół w okolicy. Jeśli miałabyś ochotę, myślę, że coś dla siebie znajdziesz.

- Och, Nath! - Dziewczyna zarzuciła mu ręce na szyję i spojrzała mu głęboko w oczy.

- Tak?

- Jestem największą szczęściarą na świecie!

- W takim razie czy nietaktem będzie dziękowanie teraz w myślach Liamowi? - spytał z rozbawieniem.

- Tak troszeczkę.

- Cóż. W takim razie ograniczę się do pocałunków - powiedział z uśmiechem Nathan i przyciągnął ją mocniej do siebie.

A wtedy pocałował ją z miłością i zaangażowaniem. Kochała tego chłopaka z całych sił, a on kochał ją. Fajerwerki eksplodowały nie tylko na niebie, ale i w jej sercu. I wiedziała, że będzie dobrze, bo bądź co bądź, każdy Kopciuszek zasługuje na happy end. Nawet jeśli ciężko mu znaleźć buty w swoim rozmiarze...
~*~


KONIEC


~*~